Jeśli byłaby to prawidłowość to przedziwna, bo wydaje się, że w czasach kryzysu, rosnącego bezrobocia i gospodarczej bessy, Europejczycy powinni garnąć się pod skrzydła lewicy, szukając tam socjalnego bezpieczeństwa. Tym bardziej, że obecne perturbacje polityczne składa się na karb nadmiernie liberalnego podejścia do gospodarki i powszechnie nawołuje do zwiększenia roli państwa.
Wydaje się więc raczej, że mamy tu do czynienia ze zbiegiem różnych okoliczności, które zaowocowały prawicowym przesunięciem. Najłatwiej wytłumaczyć je w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Rząd Gordona Browna pada właśnie przywalony skandalem finansowym, a Zapatero zmaga się z rekordowym spadkiem PKB i wzrostem bezrobocia. We Francji głosy lewicy odebrali Zieloni, w Niemczech socjaliści płacą za reformy Schroedera, a w Polsce siła i zwartość lewicy są takie jakie są.
W innych krajach socjaliści nie wypadli już tak źle. Wygrali między innymi w Grecji, Estonii czy Słowacji, a ich pozycja drugiej europarlamentarnej siły – choć siła to nieco osłabiona – pozostała niekwestionowana.