Ostatni etap Tour de Ski ma tak naprawdę niewiele wspólnego z klasycznym bieganiem na nartach. Podbieg pod Alpe Cermis to zdecydowanie największe wyzwanie w całym cyklu Pucharu Świata. Zawodniczki właściwie wdrapują się na szczyt w ślimaczym tempie, bo w najbardziej stromych miejscach po prostu inaczej się nie da.
Polka ruszyła na trasę ponad dwie minuty przed drugą Norweżką Therese Johaug. Za nią biegła jej koleżanka z reprezentacji Kristin Steira, ale to filigranowej, lekkiej Johaug najbardziej się obawiano. Pod Alpe Cermis Johaug potrafi wbiegać naprawdę znakomicie, a straty zaczęła odrabiać już na początkowym płaskim odcinku. Po przebiegnięciu 1,5 kilometra Kowalczyk wyprzedzała ją o minutę i 52 sekundy. Na 4. kilometrze Norweżka urwała kolejne sekundy i zmniejszyła dystans do minuty i 39 sekund.
Pierwsza część biegu nie była jednak najważniejsza, bo finałowy, długi podbieg był jeszcze przed nimi. Na 6. kilometrze na początku morderczego podbiegu Kowalczyk wyprzedzała Johaug o minutę i 26 sekund. Norweżka starała się jeszcze podkręcić tempo. Na pomiarze czasu na 7. kilometrze Johaug odrobiła jeszcze trzy sekundy, ale miała już kontakt wzrokowy z Kowalczyk, co często potrafi wyzwolić dodatkowe siły.
Na najbardziej stromym fragmencie trasy Kowalczyk pokazała wielką siłę i wytrzymałość. Kąt nachylenia stoku dochodził do aż 29 procent, ale Polka mocna parła do góry. Za nią cały czas podążała Johaug. Po 8. kilometrach była 52 sekundy z naszą zawodniczką. Przewaga więc systematycznie malała, ale wydawało się, że zbyt wolno, by Norweżka mogła marzyć o zwycięstwie.
Następne 400 metrów przyniosło kolejne zmniejszenie przewagi Kowalczyk, do 41 sekund. Na metę Polka wpadła niezagrożona. Przewaga nad Johaug wyniosła niespełna pół minuty. Trzecia była ostatecznie Steira ze stratą 2 minut 39 sekund.
Dzięki zwycięstwu Polka zyskała ogromną przewagę w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ma teraz 1190 punktów. Druga, Johaug zaledwie 802. Nieobecna w Tour de Ski Marit Bjoergen dotychczas uzbierała 450 punktów.