Afera - tym razem Rywina – zaszkodziła również gabinetowi Millera. Tu poszło dużo wolniej niż w dwóch poprzednich przypadkach, szef rządu miesiącami był namawiany do odejścia, oskarżenia wykruszały kolejnych ludzi z jego otoczenia i podpełzały coraz bliżej samego premiera. Ostatecznym ciosem, po którym Miller już się nie podniósł był rozłam w jego macierzystym SLD.
Kres rządów PiS-u też przyniosła afera - gruntowa, tu jednak karty rozdawał sam premier, który zdecydował o pozbyciu się z gabinetu i koalicji Samoobrony i LPR-u co doprowadziło do szybkich wyborów.
Dzisiejsza atmosfera - jeśli przypomina któryś z tych scenariuszy - to chyba najbardziej ten z afery Rywina. Tym razem jednak premier już w pierwszym ruchu pozbył się z rządu najbliższych mu polityków. Pytanie, na które nikt nie zna dziś chyba odpowiedzi brzmi - czy to posunięcie go uratuje, czy raczej przyspieszy przebieg zdarzeń?