Aresztowani zdejmowali skórę ze zmarłych i wysyłali ją do Holandii. Pieniądze wpływały na ich prywatne konta. W sumie mieli zarobić co najmniej milion koron. Szef banku tkanek odpiera zarzuty i twierdzi, że skóra zdejmowana była legalnie, a trafić miała do ofiar pożaru w Holandii.
Zgodnie z czeskimi przepisami, bank tkanek nie może inkasować pieniędzy za same tkanki, a tylko za ich pobieranie i przechowywanie.