To ostatnie Chlebowskiego nie przeraża; twierdzi, że to częsta i niekoniecznie naganna praktyka. Problem w tym, że na umówione spotkanie poseł nie przychodzi, a w telefonie odzywa się automatyczna sekretarka. Dlatego szef klubu PO zapowiada rozmowę dyscyplinującą z niedostępnym dla świata posłem: Dla mnie zamknięte biuro poselskie w godzinach urzędowania jest naprawdę poważnym nadużyciem. Na pewno bardzo poważnie z nim porozmawiam. Jeśli sam nie może, ma nadmiar obowiązków, to przynajmniej w kontaktach z wyborcami powinien mieć swojego pracownika -mówi Chlebowski.
Bo jeśli nie ma, to powstaje pytanie, czy i na co poseł wydaje przydziałowe 11 tysięcy złotych przeznaczone na biuro. Właśnie to sprawdzamy, mając nadzieję, że te pieniądze zostają w sejmowej kasie.