O bombie ekologicznej – jak ustaliła nasza reporterka – wiedziano od października. Ale nic z problemem nie zrobiono. Dlaczego? Panuje tam taki bałagan, że właściwie nie wiadomo, kto miałby się tym zająć.
Prezydent Bytomia twierdzi, że właściciel gruntu. A ten – jak podkreśla – należy nie do gminy, a do Kompanii Węglowej SA.
Kompania odbija piłeczkę twierdząc, że odpady jeszcze luzem leżały poza jej działką - na terenie gminy, właśnie. Widać walka o 200 tys. złotych - bo tyle może kosztować usunięcie i utylizacja niebezpiecznych odpadów - jest ważniejsza od bezpieczeństwa.