Można się zżymać, że wciąż jesteśmy jednym z biedniejszych krajów w Unii Europejskiej, jednak w gospodarce liczy się nie tylko jej stan, ale także tempo, w jakim zmiany zachodzą. A tu jest lepiej, niż się spodziewano - zanim GUS ogłosił swój szacunek, mowa była o najwyżej 3-proc. wzroście PKB - czytamy w komentarzu.
Maciejewicz przypomina, że jeszcze kilka miesięcy temu "każdy sygnał o tym, że gospodarka odbija się od dna, witał chór malkontentów". Że i tak toniemy, że to propaganda sukcesu, że dane są nieprawdziwe, że rzeczywisty stan gospodarki pokazuje skala emigracji. Dziś już możemy być pewni - wzrost PKB zdecydowanie przyspieszył, a czasy, kiedy ciągnął go tylko eksport, definitywnie się skończyły. Z kwartału na kwartał coraz większa zasługa leżała po stronie popytu krajowego: to nasze codzienne wydatki, nasze świąteczne wypieki, nasze podróże. Bo choć pensje rosły umiarkowanie, to wzrost cen jest niezwykle niski, więc inflacja nie zżerała pieniędzy w portfelu i oszczędności - czytamy.
Cały komentarz Patrycji Maciejewicz w najnowszym wydaniu "Gazety Wyborczej".