Większość tegorocznych nagród Nobla już za nami. Skandali nie było, ale to nie oznacza, że nie było kontrowersji…

Zacznijmy od Martiego Ahtisaari. Wyróżniony pokojowym Noblem na swoją nagrodę z całą pewnością zasłużył, postrzega się go jednak jako bezpiecznego kandydata w sytuacji, gdy Norwegowie jakby nie chcieli narazić się Pekinowi i Moskwie i przyznać nagrody tamtejszym dysydentom.

Literatura. Tu przyznanie Nobla poprzedziła dość ostra wymiana zdań między sekretarzem Akademii Szwedzkiej Horacym Engdahlem a amerykańskim środowiskiem literackim, któremu zarzucił izolację, hermetyczność oraz wprowadzanie na rynek zbyt małej liczby przekładów, co sprawia, że Ameryka nie uczestniczy w wielkim dialogu literackim. Amerykanie odesłali Engdahlowi listę wybitnych utworów ich literatury, ale w tym roku to nie pomogło i Nobla otrzymał Francuz - Jean-Marie Gustave Le Clezio.

Co ciekawe, także naukowe Noble nie obyły się bez kontrowersji... Nie dotyczyły one tematów, ale doboru laureatów. Połowa nagrody medycznej za odkrycie wirusa HIV przypadła Francoise Barre-Sinoussi i Lucowi Montagnierowi, nie dostał jej Amerykanin Robert Gallo, który niezależnie odkrył tego wirusa, ale później.

Jeszcze więcej wątpliwości budzi decyzja w sprawie nagrody dla odkrywców zjawiska spontanicznego łamania symetrii. Dostało ją - słusznie - trzech Japończyków, ale pominięto Włochów, którzy współpracowali z nimi, jak Giovanni Jona-Lasinio, albo wręcz byli pierwsi, jak Nicola Cabibbo. Tu problem polega na ograniczeniu do trzech laureatów. Brutalna prawda jest taka, że jeśli osób zaangażowanych w odkrycie jest więcej, komitet musi czekać, aż niektórzy z nich po prostu umrą, albo ma okazję przyznać im Nobla za inne odkrycie...

O tegorocznych noblistach dyskutuję z Tomaszem Staniszewskim i Mają Dutkiewicz