CNN podaje, powołując się na dokumenty będące w posiadaniu Dossier Center (niezależna rosyjska grupa dziennikarska z siedzibą w Londynie - red.), że Grupa Wagnera nadała Siergiejowi Surowikinowi numer personalny. Jest jednym z 30 innych wysoko postawionych rosyjskich dowódców oraz członków służb specjalnych, którym wagnerowcy nadali status VIP.
CNN podkreśla, że nie jest jasne, z czym się wiąże członkostwo VIP w Grupie Wagnera.
Surowikin, zwany też "generałem Armagedonem", nie był widziany od soboty. Wtedy też pojawiło się nagranie, w którym generał wzywał Jewgienija Prigożyna do powstrzymania jego rebelii. Kilka dni temu "New York Times" napisał, że Suriwikin wiedział o planowanym buncie.
Rosyjskie władze dementują doniesienie, by został aresztowany. Według niektórych mediów, przebywa on w więzieniu Lefortowo.
Rzecznik Władimira Putina Dmitrij Pieskow pytany o losy generała, odsyła do resortu obrony.
Z kolei córka Surowikina Weronika twierdzi, że jej ojciec nie został zatrzymany. W komunikacie, który cytuje telegramowy kanał Baza, stwierdziła, że jest w kontakcie z ojcem, że nigdzie nie zniknął i "wszystko jest z nim w porządku". Nic mu się nie stało, jest w swoim miejscu pracy... Wszyscy są na swoich miejscach pracy. Wszystko jest w porządku - powiedziała.
Niezależny portal rosyjski Ważnyje Istorii podał, powołując się na dwa źródła zbliżone do rosyjskiego sztabu generalnego i Federalnej Służby Bezpieczeństwa, że władze rosyjskie przesłuchały Surowinikna, ale go zwolniły.
Do stycznia Surowikin kierował działaniami armii rosyjskiej w Ukrainie. Funkcję tę objął w październiku 2022 roku, jak uważano - dzięki zabiegom Prigożyna. Surowikin służył w Ukrainie od początku inwazji jako dowódca sił powietrzno-kosmicznych, a potem Grupy Południe armii rosyjskiej.
Według niektórych obserwatorów to właśnie z inicjatywy Surowikina od jesieni 2022 roku Rosja wdrożyła strategię zmasowanych ostrzałów ukraińskiej infrastruktury cywilnej.
W styczniu został odsunięty przez resort obrony od dowodzenia inwazją na Ukrainę, jednak nadal ma duże wpływy w armii i cieszy się poparciem wśród żołnierzy.
W sobotę 24 czerwca doszło do buntu Grupy Wagnera, co miało być efektem napięć pomiędzy rosyjskim resortem obrony a dowódcą najemników Jewgienijem Prigożynem.
Wagnerowcy najpierw zajęli Rostów nad Donem, w tym siedzibę Południowego Okręgu Wojskowego, a następnie ruszyli w kolumnie pancernej w kierunku Moskwy. Najemnicy, którzy dotarli do obwodu lipieckiego, mieli znajdować się 200 km od stolicy Rosji.
Bunt zakończył się po negocjacjach przywódcy wagnerowców z prezydentem Białorusi Alaksandrem Łukaszenką, prowadzonych w porozumieniu z Władimirem Putinem. Szef Grupy Wagnera zgodził się ustąpić i rozkazał najemnikom, by zaczęli się wycofywać z terytorium Rosji.
Na mocy porozumienia najemnicy, którzy zdecydowali się pozostać w Grupie Wagnera, będą mogli wyjechać na Białoruś.
W poniedziałek głos zabrał sam Prigożyn. Szef najemników przekazał, że 1 lipca Grupa Wagnera miała przestać istnieć "w wyniku intryg i nieprzemyślanych decyzji". Tłumaczył także, że marsz nie miał na celu obalenia władz na Kremlu. Od wtorku Prigożyn przebywa na terenie Białorusi.