Kilka dni po ujawnieniu zamiarów Brunona K. wciąż istnieje w tej sprawie sporo pytań. Wiele z nich narzucało się samo, niektóre sprowokował rozwój wydarzeń. Ponieważ na część z nich uzyskałem nieoficjalne odpowiedzi, nikomu nie zaszkodzi chyba zapoznanie się z nimi. Proszę jednak pamiętać, że i nieoficjalne źródła potrafią wpuszczać w maliny.

Otoczenie Brunona K. agentami?

Według osób znających część materiałów sprawy, nie jest to prawdą. Usłyszałem wręcz, że żaden z kontaktujących się z Brunonem K. świadków nie jest ani etatowym funkcjonariuszem, ani stałym współpracownikiem służb. Niesprzeczny z tym wniosek? Niezatrzymani dotąd, a jednak zaangażowani we współpracę z niedoszłym zamachowcem świadkowie zostali przekonani do podjęcia współpracy z ABW. Nietrudno wyobrazić sobie okoliczności podobnej perswazji, jeśli ktoś uświadamia im majaczący w perspektywie zarzut, związany ze współorganizowaniem zamachu terrorystycznego na ogromną skalę. Bez trudu można też sobie wyobrazić swoisty układ z prokuraturą; zeznania w zamian za mniej dolegliwą karę, dobrowolne poddanie się jej etc.

Zbrojna grupa szczególnych hobbystów, czy ruch oporu?

Nie ruch oporu. Związani z Brunonem K. ludzie nie tworzyli struktury hierarchicznej, bądź charakterystycznych dla Al Kaidy, korzystających ze sporej autonomii kilkuosobowych komórek. Według moich rozmówców, to grupa luźno związanych, kontaktujących się doraźnie osób o wspólnych, szczególnych zainteresowaniach, nie zawsze jednorodnych. Wspólnym mianownikiem jest dla nich grupa cenionych w środowisku cech: samodzielność, chęć działania, zamiłowanie do broni i łatwego rozstrzygania konfliktów. To ludzie bywający na imprezach survivalowych, giełdach staroci i nie tylko, prowadzący i gromadzący tzw. wykopki (broń lub jej części znalezione w miejscach, gdzie prowadzone były walki, wyszukiwanie ukrytych po wojnie jednostek broni). Niekoniecznie łamiący prawo ale i tacy, którzy łamią je nagminnie. Nie mieszkają w jednym mieście, widują się rzadko, kontaktują się najczęściej przez internet. Część z nich może dzięki temu konfabulować. Pochodną działania w takiej rozproszonej społeczności jest dość ograniczone zaufanie, jakim gotowi są się obdarzać jej członkowie.

Brunon - samotny wilk, czy wódz?

Samotny wilk. Właśnie ze względu na brak zaufania do pozostałych, a w wypadku tej akurat osobowości - także z uwagi na wybujałe poczucie własnej wartości, graniczące wręcz z megalomanią. Uwagi o nieudolności Breivika, przekonanie o własnej znacznie większej biegłości w przygotowaniu aktu terroru - ten opis zachowań Brunona K. powtarza się chyba za często i w ustach zbyt wielu źródeł, by miał być fałszywy. Kompetentny doktor chemii, z rozległym doświadczeniem w dziedzinie konstruowania i używania ładunków wybuchowych niechętnie dzielił się swoimi planami z kolegami z tego szczególnego środowiska. Nad przygotowaniem zamachu pracuje sam, wokół niego nie ma nikogo, kto mógłby poznać i skleić całość wszystkie jego działania. Każdy zna tylko ich część. Tę, w której może być użyteczny dla całości. Przy okazji, czego nawet nieoficjalnie żadne ze źródeł nie chce przyznawać, tłumaczy to także łagodność w stosowaniu przez władze środków zapobiegawczych po ujawnieniu sprawy.

Kłębek drutu i słoik śrutu - to mają być dowody?!

To opis poważnej wątpliwości, jaka mi się nasunęła po obejrzeniu zdjęć, przedstawionych przez prokuraturę. Dokumentacja fotograficzna przedstawiała zaledwie jeden mogący stanowić istotne zagrożenie pistolet (TT, wz. 1933), damski pistolecik (być może wykopek) oraz przedmioty tyleż banalne, co łatwe do legalnego nabycia. Kiepski celownik optyczny, drut, słoiki ze śrutem stalowym, telefon komórkowy, silniczek modelarski, kamizelka kuloodporna, kevlarowe hełmy - poza bronią (jeśli nie została pozbawiona cech bojowych) każdą z tych rzeczy można zwyczajnie kupić w sklepie. Czy w zestawieniu z trudnymi do rozpoznania zapalnikami i innymi urządzeniami inicjującymi wybuch stanowią zagrożenie? Zapewne tak, ale prokuratorzy mówili np. o kilkunastu jednostkach broni, krótkiej i długiej, oraz dziesiątkach kilogramów materiałów wybuchowych. Zatem - gdzie one są, i czemu nie przedstawiono ich zdjęć? Nieoficjalne odpowiedzi są różne. Niedorzeczne - że trwa śledztwo, któremu mogłoby to zaszkodzić. A opublikowanie tego, co opublikowano - nie? Inne, też słabo trzymające się kupy - że należy się spodziewać  precedensowego procesu z udziałem sław palestry, którym prokuratura nie chce ułatwiać pracy. Po pierwsze - ułatwiła właśnie dowodząc organizowania zamachu przez kupienie w sklepie skorupy granatu (79 złotych), a po drugie - zgromadzone podczas śledztwa materiały obrona z mocy prawa będzie musiała poznać.

Jest jedno wyjaśnienie przekonujące: ABW nie dotarła jeszcze do wszystkiego, co miało posłużyć do przeprowadzenia zamachu. Pewien wróbel wyćwierkał mi, że u Brunona K. znaleziono zdjęcia materiałów, których ABW jeszcze nie przejęła. Są poukrywane w różnych miejscach Polski, dochodzenie do nich trwa. Publikowanie ich zaś ostrzegłoby osoby, które je przechowują i niebezpieczne materiały mogłyby zniknąć.
Tłumaczenie niewystarczające, bo słabe - przecież wciąż są dla ABW "zniknięte"...

Medialna kwalifikacja prawna?


Prokuratorzy mówią o zarzucie przygotowywania do usunięcia przemocą konstytucyjnych organów państwa, zagrożonym karą 5 lat pozbawienia wolności. Dlaczego akurat taka jest kwalifikacja czynu Brunona K.? Prokurator miał przecież do dyspozycji odpowiedniejszy, bo odnoszący się do faktów a nie planów, i zagrożony wyższą karą (do 8 lat pozbawienia wolności) artykuł 171 kodeksu karnego, mówiący o wytwarzaniu i posługiwaniu się bez pozwolenia materiałami wybuchowymi? Udowodnienie, że ktoś przeprowadził wybuch, który został zarejestrowany na filmie nie jest chyba trudniejsze, niż dowiedzenie, że coś zaledwie planował? Moje nieoficjalne źródła w tej sprawie nabierają wody w usta, nieco się przy tym, choć nie do końca, dekonspirując.

Naprędce dodają, że katalog zarzutów, nad którymi pracują prokuratorzy zostanie z pewnością rozszerzony o czyny, zagrożone wyższą karą. To jednak nie tyle tłumaczy, co wręcz uzasadnia podejrzenie, że zarzut przedstawiony podczas konferencji został dobrany tak, by robić jak największe wrażenie.

A generalnie?

Generalnie część odpowiedzi, jakie usłyszałem, klei się w spójną całość, obrazującą działanie Brunona K. Pozostałe, niestety dotyczące działań wymierzonych przeciw przygotowującemu zamach - nie są aż tak jednoznaczne. Czasem wręcz kleją się w całość diametralnie różną od udzielonych odpowiedzi. To dziwna, odwrócona sytuacja. Nie byłbym zdziwiony niejasnościami wokół działań zamachowca, po śledczych zaś spodziewałbym się raczej stwierdzeń oczywistych i udokumentowanych.

Wierzcie zatem w tę z części układanki, która Wam odpowiada.