​Mam nadzieję, że szef MSWiA zacznie sam podejmować decyzje - pokaże charakter i determinację. "Panie ministrze, czasem warto się cofnąć o krok, by później dwa kolejne zrobić do przodu" - pisałem kilka dni temu. Dzisiaj wiemy, że Minister Spraw Wewnętrznych podjął decyzję, pokazał charakter, ale czy zrozumiał, że kierowana przez niego Policja będzie od teraz zupełnie inna?

Zdjęcie ilustracyjne /Marcin Bednarski /PAP

"Milcz, zaciśnij zęby i pracuj". "Praca to służba", wzmianki o mitycznym etosie policjanta - tak do dzisiaj kończyły się jakiekolwiek próby wywalczenia przez funkcjonariuszy policji lepszych warunków pracy i płacy. Wydawało się, że nie ma szans na zmianę, bo przecież policja nie ma prawa do strajku, a każdego opornego lub upartego można utemperować. To znaczy nie dać premii, dodatku, urlopu, nie wysłać do policyjnej szkoły, nie wnioskować o awans itd. Paleta utrudnień życia funkcjonariusza była tak szeroka, jak gama kolorów u Picassa.  

I zaciskali zęby, wkładali mundur i pracowali. Za psie pieniądze.

Do czasu, a dokładnie do wczoraj.

Ich praca opierała się na szczegółowej statystyce, tak by w tabelce nie wypaść gorzej niż inne województwo. Po co wyznacza się z góry liczbę wykrytych sprawców, liczbę umorzonych postępowań, liczbę wypadków i interwencji, zabezpieczonego mienia, przejętych narkotyków, czy poniesionych strat - pytali samych siebie.

Jeszcze kilka dni temu, kiedy reporterzy RMF dzwonili do Komendy Głównej lub do MSWiA z pytaniami o komentarz do rosnącej liczby policjantów, którzy przynosili druki L4, słyszeli: "to margines, nie ma o czym mówić, damy radę, nie ma problemu".

I tak dzień pierwszy drugi, trzeci. Totalne bagatelizowanie problemu. Szef MSWiA zapewne też karmiony był taką informacją. To jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale że wiceszef odpowiedzialny za służby mundurowe nie reagował? Tego pojąć nie mogę. Aż w końcu, kiedy w mediach pojawiły się zdjęcia zamkniętych komisariatów, kiedy na ulice dużych miast nie wyjeżdżały patrole policji, kiedy drogówka przestała istnieć - w końcu ktoś się opamiętał.

Ale nie od razu.  

Najpierw groźby, później próby ordynarnego przekupstwa, łamanie solidarności, niszczenie relacji międzyludzkich tak ważnych w tej Firmie. Bo oni myśleli, że właśnie tak tych młodych ludzi da się kupić lub złamać. I za takie działania może nie teraz, ale za kilka tygodni ktoś powinien stanowiskiem odpowiedzieć. Za to, że próbowano skłócić policjantów, napuścić na siebie. Niektórzy myśleli, że te PSY to takie same psy. Rzucą się na ochłapy.

Zapomnieli, że w służbie są dzisiaj 20-, 30-, 40-latkowie. Zapomnieli, że za 2,5 tysiąca nie da się żyć, zapomnieli, że etosu do garnka nie włożysz i zupy nie ugotujesz.  

Nie zrzucą już winy na komunistyczne macki, bo sami te macki odcięli. I gdzie są winni? Bo w sobie winy nie widzą.

Dzisiaj Policjanci poczuli, że w jedności siła, że jak się zjednoczą i nie dadzą złamać, to zmienią swoje życie. Bo nie statystyki, mierniki, polecenia, decyzje niemożliwe do zrealizowania są najważniejsze ale CZŁOWIEK - nie pies, ale Funkcjonariusz Państwa Polskiego.

I teraz ten i każdy następny rząd musi pamiętać, że policjanci wiedzą już jak walczyć by etos nie był tylko pustym słowem.

(mkam)