Załoga samolotu, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem, była wyszkolona zgodnie z procedurami obowiązującymi w lotnictwie wojskowym - zapewnił zastępca dowódcy 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego ppłk Grzegorz Kułakowski.

Pytany o szkolenia na symulatorze, uznał je za "wskazane i potrzebne". Wyraził przypuszczenie, że powodem rezygnacji ze szkoleń na rosyjskim symulatorze były różnice między kabiną treningową a rzeczywistą kabiną zmodernizowanego Tu-154 w wersji Lux. Rzecznik Sił Powietrznych ppłk Robert Kupracz dodał, że w związku z katastrofą podjęto kroki, by załogom zapewnić szkolenia na symulatorze.

Jak powiedział Kupracz, załogi 36. SPLT są wyszkolone do latania w międzynarodowej przestrzeni powietrznej. Przypomniał, że według ustaleń prokuratury załoga nie miała kłopotów z porozumiewaniem się z wieżą w języku rosyjskim. Dowódca eskadry samolotów w spec-pułku ppłk Bartosz Stroiński zaznaczył, że mjr Arkadiusz Protasiuk doskonale porozumiewał się po rosyjsku; niejednokrotnie latał na lotniska zakładowe, pilotując samoloty odstawiane do remontów.

Zdaniem wojskowych załoga prezydenckiego samolotu była dobrze zgrana. Piloci - Arkadiusz Protasiuk i Robert Grzywna - w 2009 r. wykonali wspólnie 29 wylotów, a w tym roku - 10. Załoga w pełnym składzie, takim jak podczas feralnego lotu - piloci plus nawigator samolotu Artur Ziętek i starszy technik obsługi pokładowej Andrzej Michalak - po raz drugi lecieli w tym składzie. Pierwszy raz byli na Haiti.