RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Wyborcza huśtawka

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

Dawno nie było aż takich emocji wyborczych. Przez większość dnia wydawało się, że zwycięży Jarosław Kaczyński, potem, że o godz. 20 nikt nie będzie miał odwagi podać ostatecznych wyników, dopiero tuż przed dwudziestą gruchnęła wieść, że jednak Komorowski...

Wyborcze dni są do siebie dość podobne. Ranne godziny można od razu uznać za stracone, bo czeka się na pierwsze przecieki z ośrodków robiących sondaże. Życie umilają tylko kolejne telefony i SMS-y, od dawno nie widzianych znajomych czy rodziny, domagające się informacji o tym kto wygrywa. Cierpliwe odpowiadanie, że nic się jeszcze nie wie, tylko pobudzają ciekawość i owocują kolejnymi żądaniami, że natychmiast jak będę coś wiedział, mam dawać znać. Tak jest do 13 - 14. Wtedy czas nabiera przyspieszenia, a żywot kolorów, bo pojawiają się pierwsze dane. Te wczorajsze mówił "wygrywa JK - 54 do 46", kolejne typowały też zwycięstwo kandydata PiS, ale w proporcji 52,4 do 47,8. Nerwowo zaczęło robić się późniejszym popołudniem, gdy wyniki zaczęły się spłaszczać, 50-50, 50,2-49,8, 51-49. Kolejne dane powiększały niepewność. Gdy przed godz. 19 dotarłem do sztabu PiS, emocje zaczęły sięgać zenitu. Powszechnie mówiono, że o 20.00 sondażownie rozłożą bezradnie ręce i obwieszczą, że nic nie jest przesądzone.

Dziennikarze łapali się za głowy widząc oczyma wyobraźni, jak umówieni goście odmawiają komentarzy, bo "nic nie jest rozstrzygnięte", politycy trzymali się za serca i mówili "ja tego nie wytrzymam". Dopiero kilka minut przed 20 w hotelu Europejskim gruchnęła wieść "Komorowski ma 53 %". Początkowo nikt nie chciał w to wierzyć, ale prowadzący imprezę Paweł Poncyljusz czuł chyba pismo nosem, bo na wszelki wypadek nie skupiał uwagi gości na telewizorach. Gdy te potwierdziły plotkę, rozległo się kilka cichych okrzyków, trochę braw.

Po chwili zabrzmiał nokturn Chopina, zrobiło sie smętnie i dekadencko, wszyscy zwiesili nosy na kwintę, twarze przybrały wyraz klęski. W chwilę potem jednak udało mi się dostrzec jedyną w tym budynku naprawdę radosną osóbkę. Była uśmiechnięta od ucha do ucha i skupiona na trudnym zadaniu. Wyłoniła się kilka metrów za Jarosławem Kaczyńskim, u szczytu schodów, którymi schodził prezes. On kroczył dostojnie i szybko, ona znacznie wolniej. Gdy on wchodził na salę, ona wciąż pokonywała schody. Z trudem, ale i radością skakała ze stopnia na stopień. Trzymała za rękę mamę i całą sobą dawała wyraz temu, że przegrana wujko-dziadka w wyborach jest dla niej czymś bardzo, bardzo odległym...

Źródło: RMF FM FB
Dalsza część artykułu pod materiałem video: