Płonie most łączący Krym z Rosją. Urodzinowy prezent doręczono Putinowi z jednodniowym opóźnieniem. Listonosz pukał dwa razy - kawał autostrady, po której jeżdżą samochody, runął do morza, w ogniu stoi wyższa część arterii, po której kursują pociągi. Według źródeł na Kremlu powodem była eksplozja cysterny przewożącej paliwo. Kijów dysponuje nieco inną wersja wypadków, ale nie zdradza szczegółów scenariusza. "To dopiero początek, odbierzemy wszystkie ziemie skradzione Ukrainie" - brzmi komunikat. Mógłby się znaleźć na małej karteczce, jakie towarzyszą urodzinowym prezentom. Dodałbym do tego jeszcze ładną wstążkę. Putin będzie musiał zażyć dziś coś mocniejszego na kaca niż zwykłą aspirynę.
Nie tańczę na grobach ludzi, którzy w chwili ataku jechali krymskim mostem. Nigdy nie byłem dobry na takim parkiecie - wśród zabitych na pewno będą cywile. Do dziś nie jestem przekonany, że trzeba było zbombardować Drezno, nie mówiąc już o apokalipsie Hiroszimy i Nagasaki. Ale widok tekturowego pudełka, w którym rosyjscy kaci gromadzili złote zęby wyrywane ukraińskim jeńcom, przywołał obraz wyzwalanych niemieckich obozów koncentracyjnych. Obok zbiorowych mogił i totalnego zniszczenia, takie koszmary także pojawiają się na odzyskanych przez Ukraińców terenach. Nietaktem byłyby porównania do stosów okularów, butów czy podróżnych walizek, ale instynkt zdaje się być podobny.
Rosjanie wciąż nie są przekonani, czy Ukraińcy mają prawo żyć, czy powinni być zamienieni w popiół. Mówią o nich - bracia i siostry - ale w obliczu agresji, jakiej się dopuścili wobec Ukrainy, to związek kazirodczy z elementami gwałtu. Według Kremla dobry Ukrainiec to spolegliwy niewolnik przyjmujący rosyjski paszport i głosujący w nielegalnych referendach. Natomiast człowiek, który wdziewa mundur, by bronić swego kraju, jest zły. Nie zasługuje na własne państwo, nie ma prawa do stanowienia o swojej przyszłości. Na takie wyblakłe kolory rozszczepia się mrok w głowie Putina - tam nie ma światła. Mógł się spokojnie zestarzeć w jakiej wygodnej willi i pobierać emeryturę. Skończy w kazamatach historii albo gorzej.