Ale wracając do tematu: w Ostrołęce (moim rodzinnym mieście) doszło do kuriozalnej sytuacji. Podczas meczu B-klasy pomiędzy Narwią Ostrołęka a ULKS Ołdaki dwóch piłkarzy zostało ukaranych przez policję (sic!) mandatami za używanie na boisku przekleństw! No jasne, na stadionie pojawiły się dzieci, którym - o ile wiem - od kilku kurczaków usłyszanych na boisku uszy nie zwiędły. Zakładam, że każdy z nas usłyszał w młodości parę przekleństw i nie zmieniło to jakoś naszego życia na gorsze. Tym bardziej, że - tu staję w szeregu z kibicami - piłka nożna to nie teatr.
Tym bardziej, że na rodzimych trybunach w wyższych klasach rozgrywkowych często kibice zwaśnionych drużyn stosują wobec siebie nomenklaturę zwierzęcą. Drużynę ze stolicy nazywa się często starym kurczakiem, a do fanów z Gdyni przylgnęła łatka sympatycznych świnek. Gdyby ostrołęcka policja zabezpieczała mecz Górnika Zabrze i spiker krzyknąłby "Kurzawaaaaa", być może któryś z policjantów usłyszałby "kurza twarz" i pobiegł do wspomnianego spikera z bloczkiem mandatów. Dobrze, że karierę zakończył już Marcin Kuźba...
Przypomina mi się jak kiedyś na koloniach w pięknej miejscowości Młynik w gminie Sorkwity na Mazurach graliśmy z kolegami w piłkę na lokalnym klepisku. A że były to dopiero pierwsze dni kolonijnej przygody, nie znaliśmy swoich imion. Jeden z kolegów grał w koszulce Filippo Inzaghiego, zatem przed podaniem piłki krzyczeliśmy do niego "Inzaghiiiiii!". Nagle na boisko wbiegła wychowawczyni i stwierdziła, że czas skończyć tę zabawę.
- Ale proszę pani, dlaczego?
- Za te krzyki: zabij go, zabij!