Ależ nie! Kobiece wojny są bardziej stylowe! Sprzyja temu epoka postprawdy. Brak wiary w obiektywizm nam kobietom nie przeszkadza, bo od zawsze cenimy intuicję. Brak etyki opartej na obiektywnych kryteriach - tym bardziej. Od wieków cechuje nas wyjątkowa umiejętność empatii (nabyta od babek oraz długiej linii ich praprababek). Brak wam panowie programu, żebyście mogli z nim walczyć? Dzielnie polemizować? A komu on jest niezbędny i do czego? Chyba dla uciechy tych, co lubią popisywać się erudycją. Nie ma jednego konkretnego programu, nie ma pola do polemik. My się popisywać nie musimy... Oczekiwanie, że ktoś wam na tacy wyłoży ideologię, pod którą się podpiszą główki jakiejś Marksy, Engelsy i Leniny (znane wszystkim z billboardów PRL-u) jest doprawdy niewiarygodne!
A może jeszcze założymy jedyną słuszną partię polityczną, na wzór PZPR? Wrogów zaczniemy mordować, opornych zsyłać na Sybir, konfidentów - do lochów. Elity - siłą degradować. Bogatym zabierać dobra siłą itp. Typowo męska, prymitywna, żałosna strategia. No po prostu ohyda!
Teorii feministycznych jest kilkadziesiąt i często są ze sobą sprzeczne, co nie oznacza, że spójna ideologia nie istnieje. Ideologia wcale nie musi być sprzeczna z pluralizmem, choć mężczyznom - ograniczonym w swej prostocie - trudno w to uwierzyć. Wystarczyło wprowadzić (hierarchii bardzo nie lubimy, cenimy struktury poziome) decentralizm polityki, organizacji, propagandy i rzecz jasna cenzury. Poprawność polityczna jest czystej wody cenzurą, ale kto to udowodni? Nie ma urzędu cenzora, brak białych plam w gazetach po zakazanych tekstach... Nieformalna i zdecentralizowana jest także propaganda. Żebyście choć na serio wzięli hasło feminizmu z lat 60’ "prywatne jest polityczne"! Ale nie. Ciągle te porównania do staroświeckiego bolszewizmu, jakby było do czego.
To nie nasza poetyka. Nas interesuje rewolucja codzienności, mistyka dekonstrukcji, drobne kroki. Małe, maluteńkie zwycięstwa. Kto czeka na wodza, który zbrojną armię kobiet poprowadzi na barykady, ten srogo się rozczaruje. Naprawdę ktoś liczy na nagły, klasycznie męski przewrót dokonany przez wściekłe bojówki z karabinami? Na strzały z Aurory? Oj, nie doceniacie (jak zwykle) naszych talentów. Kobiety są cierpliwe. Subtelne. Z natury i kultury - wyrafinowane. Do tego świetnie dziś obeznane z ponowoczesnością i znakomicie wykształcone. Wolimy promować wartości, poglądy i postawy niż pchać się na barykady, z wrzaskiem, obłędem w oczach i kałachem. Kobiet nie kręcą metody oparte na fizycznej, bezpośredniej przemocy. Operują mechanizmem wpływu, a nie walki o władzę wręcz. Chyba najwyższa pora się domyślić panowie, o co chodzi.
I jeszcze zobaczymy, czyje strategie obalania porządku społecznego są bardziej skuteczne! Żadna wasza rewolucja nie spełniła tego, co obiecywała. To kobiety zaprowadzą pokój, równość, szacunek, życzliwość, empatię, są jedyną gwarancją miłości i szczęścia dla wszystkich. Czy to się nazywa nowa wspaniała kultura matriarchalna? No jasne, że nie! Chyba, że wyjdzie nam taka ot "przypadkiem", jako uboczny efekt końcowy walki o prawa kobiet. O dobro jednostki. Kulturę da się skonstruować oddolnie, niezauważalnie, bez drastycznego obalania starej. Podmieniając zastane znaczenia i symbole, wzory i wartości. Demontując dyskretnie instytucje. Gdybyście byli tacy mądrzy, też byście to umieli. Nie wiecie czego mogą dokonać kobiety, które są zdeterminowane.