Trzy lata wcześniej spotkaliśmy się na Klimaszkina, w jego moskiewskim królestwie, czyli w polskiej ambasadzie. We dwójkę. Poprosiłem ambasadora o opowiedzenie historii polskiej flagi, która dzisiaj jest tak pięknie prezentowana. Wówczas nie była. Ambasador opowiedział mi historię biało-czerwonej flagi z września 1939 roku, którą owinięty żołnierz z ambasady przeniósł przez Bliski Wschód i Afrykę, by w końcu wróciła do Moskwy. Ta flaga z odręczną datą zapisaną jest dzisiaj chlubą ambasady. Pięknie się prezentuje. Miałem w tym mały swój udział.
Pan Jerzy Bahr był powściągliwy, nie bratał się zbytnio z dziennikarzami, ale mimo to wiem i widziałem to, i obserwowałem, że katastrofa smoleńska rozbiła w drzazgi jego świat. Nie potrafił tego zracjonalizować, jak wielu Polaków.