1h 47 minut. Dystans pokonany w tym czasie - niecałe 13 kilometrów. To mój nowy antyrekord powrotu z pracy do domu. W 55 minucie "tkwienia" w gigantycznym korku (choć to wciąż jeszcze wakacje, co oznacza, że po 1 września będzie tylko gorzej) na bilbordzie reklamującym jeden z dzienników wielki krzykliwy tytuł "Drogowcy znów oszukali kierowców" - w sensie, że mieli oddać coś do użytku, ale się nie udało. Ja sobie myślę, że jest odwrotnie to kierowcy codziennie oszukują drogowców i z uporem wyjeżdżają na stołeczne drogi, które przecież nie są stworzone do takiego celu.
One są po to, aby od czasu do czasu je rozgrzebać, potem załatać, za pół roku poprawić czyli jeszcze raz rozgrzebać, a potem zamknąć, aby przeprowadzić remont kapitalny (wtedy zamyka się je wszystkie naraz), gdy tylko ten się skończy ponownie rozgrzebać aby na przykład wymienić instalacje idące pod asfaltem o których jakimś cudem podczas kapitalnego remontu zapomniano.
Samochody służą zaś do tego aby je trzymać w zaciszu domowego garażu i cieszyć nimi swoje oczy. Jeśli już jesteśmy przy garażach to chyba znalazłam odpowiedź na pytanie dlaczego zawartość lekarskich garaży tak bardzo zaintrygowała Marszałka Sejmu. To wszystko z zazdrości. W garażu Ludwika Dorna stoi bowiem dziesięcioletni Peugeot 106 wart 3 tysiące złotych.
To informacja dla wszystkich medyków , którzy chcą wyrównać do pożądanego standardu, żeby Marszałek nie musiał odczuwać irytacji. Swoją drogą ciekawe co czuje Ludwik Dorn patrząc na sejmowy parking pod oknem własnego gabinetu. Parkują na nim także posłowie PiS-u - w tym również lekarze z sejmowej komisji zdrowia - a ze stojącej tam floty można by spokojnie sklecić spory salon samochodów niemal nowych i na pewno nie tanich.