11 milionów złotych to w skali budżetu całego państwa niezbyt wiele. Kiedy jednak urzędnik zapowiada, że taki wzrost budżetu jakiejś instytucji to plany poprzedników, a on chce być oszczędny bo taka jest "święta zasada", oczekuję, że się z tej obietnicy wywiąże. Tym bardziej, że zawiera ona odniesienia do (w domyśle) rozrzutnej poprzedniej administracji i jej bizantyjskich skłonności.
Bizancjum występuje w słowach ministra Nowaka jako zjawisko gorszące. Czy nie jest jednak bizantyjskim przepychem zwiększanie budżetu kancelarii, w czasach drastycznych oszczędności i zamrażania płac, z przeznaczeniem na ordery? Bo wystąpił, jak w oficjalnej odpowiedzi donosi kancelaria znaczący wzrost liczby wniosków odznaczeniowych? Czy nie jest Bizancjum utrzymywanie przez nią 80 aut za 280 tysięcy złotych miesięcznie?
Czy wreszcie nie jest rozrzutnością utrzymywanie ministrów, którzy wprawdzie mówią ładnie i to, co akurat słuchaczowi miłe, ale z tego co mówią – nie wynika kompletnie nic, poza obciachem dla niego samego i instytucji, którą reprezentuje?