Prokuratura oskarżała Miłosza o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy przez to, że nie włączył instalacji przeciwoblodzeniowej. Zdaniem sądu nie mógł tego zrobić, bo nie wiedział o zagrożeniu. W marcu ubiegłego roku wojskowy sąd w Warszawie uniewinnił pilota, uznając, że to nie on doprowadził do wypadku.
Miłosz i jego obrońca podkreślali, że w dniu lotu załoga nie miała ostrzeżenia o ryzyku oblodzenia, nie wiedziała o nietypowej pogodzie - wzroście temperatury wraz z wysokością, a automatyczna instalacja przeciwoblodzeniowa była niesprawna.