Zanim psycholodzy zabrali się do pracy, studentom powiedzieli, że chodzi o… test inteligencji. Kazano im odliczać na przykład od 6233 w dół co trzynaście. Co chwilę im przerywano, twierdząc, że liczą za wolno, każda pomyłka powodowała, że trzeba było zaczynać od nowa. W tym czasie filmowano ich reakcje, mierząc równocześnie tętno, ciśnienie krwi i wydzielanie hormonów stresu.
Okazało się, że ci, których grymas twarzy wskazywał na silne rozdrażnienie, złość, oburzenie, mieli lepsze wyniki badań. Najwyższe ciśnienie i poziom kortyzolu zmierzono u tych, którzy reagowali nie gniewem, ale lękiem.
Wniosek: wyrażanie złości w trudnych sytuacjach może nam wychodzić na zdrowie. Pod warunkiem oczywiście, że nie krzywimy się na przykład na szefa, bo wtedy możemy się nabawić powodów do lęku.