Dla naszego kraju spotkanie w krymskim kurorcie jest symbolem zdrady i zaprzaństwa. Polscy żołnierze, którzy walczyli na wszystkich frontach II wojny światowej, zostali bowiem sprzedani przez swych sojuszników za przysłowiową "czapkę gruszek". Polska nie tylko utraciła Kresy Wschodnie na rzecz ZSRR i została przesunięta w swych granicach, ale i została też skurczona pod względem terytorialnym z 388 tys. do 312 tys. kilometrów kwadratowych, czyli prawie o jedną piątą. Najgorsze jednak było to, że trafiła pod but Sowietów, którzy we współpracy z polskimi komunistami wprowadzili w sposób bezwzględny swoje rządy, zamykając w więzieniach, a często mordując, opornych. Ta rzeka krwi i cierpienia płynęła, choć z różnym natężeniem, aż do 1989 r. Większość oprawców do dziś nie poniosła za to żadnej odpowiedzialności, a ciał wielu pomordowanych do tej pory nie odnaleziono.
Dziś część polskiego społeczeństwa, w tym większość polskiego establishmentu politycznego, ufa bezgranicznie USA. Wierzy bowiem, że w chwili zagrożenia do Polski zostaną wysłane amerykańskie bombowce i czołgi, a na Bałtyk wpłynął lotniskowce i desantowce ze słynną piechotą morską. Oczywiście Polska jest dziś w NATO i Unii Europejskiej, z czego należy się cieszyć, ale doświadczenie historyczne powinno nas uczyć, że już dwukrotnie, w 1939 i 1945 r., sojusznicy nas zdradzili. I to pomimo wcześniejszych deklaracji i zapewnień oraz umów zawartych na piśmie. Niestety mogą też uczynić to po raz trzeci. Prezydentowi Rosji nie należy wierzyć za grosz, ale prezydentowi USA i premierowi Wielkiej Brytanii także. Pamiętając o zdradzie w Jałcie, a także o zdradach w Teheranie i Poczdamie, trzeba więc być realistą, a nie kosmopolitycznym marzycielem. Dlatego też sojusze - tak, współpraca z innymi wolnymi krajami - tak, ale przede wszystkich własna silna gospodarka, również wojsko. A także mocny patriotyzm w społeczeństwie. Stare powiedzenie mówi: "Umiesz liczyć? licz na siebie"