Zastanawiam się, jak zagłosują 10 maja nasze niewiasty. Czy będą kierować się feministyczną solidarnością, czy też płeć kandydatów w ogóle nie wpłynie na ich wybór? A może - jak twierdzą złośliwi - posłuchają rad swoich mężów (partnerów) i zrezygnują z samodzielności przy urnach?
Nie wiadomo która z wymienionych pań zbierze wymagane 100 tysięcy podpisów, ale warto już dzisiaj zauważyć, że nastąpiło przełamanie w ocenie przez aktywne w polityce kobiety ich szans na prezydencki sukces.