Jak informowała "Gazeta Wyborcza", z Polski wszystkie rosomaki wyleciały sprawne, a doleciały zepsute. Pojawiły się głosy o prawdopodobnym sabotażu. Krzysztof Zasada ustalił jednak, że transportery wcale nie musiały wylecieć z kraju sprawne. Jak mówi szef Sztabu Franciszek Gągor, to nie były nowe maszyny, a przed wylotem z jednostek trafiły na remont do zakładów wojskowych. Później na lotnisko, do samolotu i do Afganistanu. Myślę, że słowo "sabotaż" jest niewłaściwe. Natomiast być może zabrakło dokładności pełnej w całym tym procesie - przyznaje Gągor:
Jest jeszcze jedna hipoteza. Na pewne układy ma wpływ podciśnienie w samolocie. Rusłan nie jest samolotem hermetycznym, jeśli chodzi o tę część, gdzie sprzęt jest przewożony - dodaje szef Sztabu:
Cała sytuacja ma być wyjaśniana, ale Sztab Generalny sam przyznaje, że pierwsze meldunki z Afganistanu na temat rosomaków były zbyt alarmistyczne.