Na szczęście ów Kameruńczyk, Francisem zwany, był bardzo cierpliwy. Pozytywnie reagował na zaczepki biało-czerwonych fanów, nawet tych na lekkim rauszu. Sam zresztą przyznał, że zazdrości Polsce... kultury picia alkoholu. Powodów do złości na polskich kibiców zresztą nie miał - każda z osób, które go zaczepiały, chciała po prostu zrobić sobie z nim zdjęcie.
Bo Polacy wprost pokochali drużynę Kamerunu. Energia, jaka bije od tych egzotycznych siatkarzy, zarażała kibiców. Zobaczcie zresztą sami, jak wygląda ich rozgrzewka...
Na boisku Kameruńczycy walczyli jak lwy. Wyrwali, wyszarpali Polakom jednego seta, co już jest dla nich ogromnym sukcesem. Bo w swojej ojczyźnie łatwo nie mają - trenują pod gołym niebem, nie zarabiają na siatkówce, o regularnych rozgrywkach też mogą zapomnieć. Ich niemiecki trener twierdzi, że Afryka to wprost kopalnia siatkarskich diamentów, bo warunki fizyczne czarnoskórzy zawodnicy mają ponadprzeciętne. Mam nadzieję, że kolejne lata przyniosą nam wysyp talentów z tego kontynentu - Europie przyda się trochę innego spojrzenia na siatkówkę.