Uczestnicy szczytu zobowiązali się też zamknąć do końca przyszłego roku prace nad uzgodnieniem nowego paktu klimatycznego, który ma zastąpić Protokół z Kioto i zobligować większą liczbę krajów oraz państwa uprzemysłowione do ostrzejszej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Zajmą się tym w listopadzie przyszłego roku uczestnicy konferencji w Meksyku.
Być może to nie jest to, czego byśmy oczekiwali, lecz ta decyzja konferencji stron (konwencji klimatycznej ONZ) jest kluczowym etapem - skomentował rezultat szczytu sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun. Z kolei według premiera Szwecji, która przewodniczy w tym półroczu Unii Europejskiej, w Kopenhadze uczyniono ostrożny krok naprzód w walce z globalnym ociepleniem klimatu, ale rezultaty szczytu są poniżej oczekiwań Unii. Z Fredrikiem Reinfeldtem zgodził się szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Przekonywał jednak, że lepsze takie porozumienie niż żadne.
Rozczarowania wynikiem konferencji w Kopenhadze nie kryła delegacja Parlamentu Europejskiego. Jego przewodniczący Jerzy Buzek zaapelował, by z braku konkretnego, ambitnego porozumienia, wyciągnąć wnioski, jak usprawnić w przyszłości proces oenzetowskich negocjacji klimatycznych. Musimy wyciągnąć lekcję, jak usprawnić proces negocjacji. W porozumieniu są pewne pozytywne elementy, ale Unia Europejska powinna kontynuować wywieranie presji na resztę świata, by osiągnąć bardziej ambitne porozumienie na późniejszym etapie - mówił Buzek.
Ostrzej wypowiadał się przewodniczący komisji ds. środowiska PE Jo Leinen, który stwierdził, że porozumienie w Kopenhadze jest ogromnym rozczarowaniem, bo odkłada ochronę klimatu na później. Odpowiedzialnością za fiasko rozmów obarczył Stany Zjednoczone i Chiny - dwóch największych światowych emitentów CO2. Chiny za to, że nie chciały się do redukcji emisji zobowiązać w formie międzynarodowego traktatu, USA zaś za to, że ich poziom redukcji był niewystarczający (w przeliczeniu około 4 procent do roku 2020, podczas gdy UE przyjęła cel w wysokości 20 procent).
Porozumienie, które zostało wypracowane dzięki dwustronnym spotkaniom liderów największych państw - zwłaszcza prezydenta USA Baracka Obamy i premiera Chin Wena Jiabao, ostro skrytykował Lumumba Stanislas Di-Aping, szef delegacji Sudanu i przewodniczący grupy G77. Popełniono dziś poważne wykroczenie przeciwko ubogim, przeciwko tradycji przejrzystości i partycypacji na równych prawach wszystkich stron konferencji, a także przeciwko zdrowemu rozsądkowi - mówił.
Suchej nitki na ugodzie nie pozostawiły również organizacje pozarządowe. Lider Greenpeace International Kumi Naidoo określił Kopenhagę jako "miejsce zbrodni na klimacie". Negocjacje pod egidą ONZ zakończyły się porażką, bo nie zaowocowały porozumieniem, które choć na jotę zbliża się do tego, co niezbędne, by powstrzymać zmiany klimatyczne - głosi oświadczenie organizacji.
Z kolei szef organizacji Friends of the Earth International Nnimmo Bassey uznał wynik konferencji w Kopenhadze za "katastrofę dla biednych", skazującą ich na skutki zmian klimatycznych.
A europejska prasa - podsumowując szczyt - waha się między określeniem go mianem "fiaska" i "połowicznego fiaska".