Sikorski tłumaczył, że o katastrofie dowiedział się od ambasadora Polski w Rosji Jerzego Bahra. Wkrótce potem miał dwukrotnie rozmawiać telefonicznie z Jarosławem Kaczyńskim. Nie przypominam sobie, by Jarosław Kaczyński używał słowa "zbrodnicza" - to bym zapamiętał - powiedział szef MSZ dziennikarzom. Zaznaczył też, że w sprawie przyczyn katastrofy mógł najwyżej powiedzieć, że "piloci nie powinni byli próbować lądować we mgle". To, co mogłem powiedzieć, to to, co powiedział ambasador Bahr - to znaczy: nie powinni byli próbować lądować we mgle. Nie miałem wtedy jeszcze sprecyzowanej opinii co do przyczyn wypadku - podkreślił.
Odniósł się także do kwestii przetargu na samoloty rządowe. Podkreślił, że to on - jeszcze jako minister obrony - rozpisał taki przetarg, a Aleksander Szczygło - szef MON w rządzie Jarosława Kaczyńskiego - ten przetarg unieważnił.
Sikorski był też pytany o to, czy kolumna z Jarosławem Kaczyńskim jadąca 10 kwietnia na miejsce katastrofy mogła być opóźniana. Szef PiS twierdził bowiem w wywiadzie, że jego podróż była opóźniana po to, by Donald Tusk mógł dotrzeć do Smoleńska pierwszy. Prezes Kaczyński miał ofertę dołączenia do delegacji premiera. Nie skorzystał z sobie wiadomych powodów. (…) To tak bywa, że kolumny rządowe są przepuszczane szybciej niż prywatne. To była konsekwencja decyzji o nieuczestniczeniu w delegacji rządowej - skomentował te słowa szef MSZ.