Pierwszy to opóźnianie prac nad budżetem i przekonywanie, że termin możliwego rozwiązania Sejmu jeszcze nie minął. Drugi - to podanie rządu do dymisji i liczenie na to, że Sejm nie wyłoni żadnego innego. I wreszcie trzecia możliwość – najmniej prawdopodobna – sformowanie takiej większości, która zagłosuje za wcześniejszymi wyborami.
Można też się pomęczyć się przez kilka miesięcy i pod koniec roku znów zacząć okołobudżetowe przepychanki podobne do tych z ostatnich tygodni.
Możliwości jest wiele… Paktowicze spać spokojnie nie mogą. Jedna bitwa skończona, ale wojna trwa dalej.