Do szału doprowadzają mnie reklamy. Są one na ogół serwowane z zaskoczenia, by odbiorca nie był realnie zdolny uniknąć ich percepcji. Tak jest przede wszystkim w telewizji, ale też w prasie i przy korzystaniu z elektronicznej poczty. Ba, coraz częściej pojawiają się w publicznych toaletach, gdzie przecież często trudno uniknąć wizyty. Do "konsumpcji" reklam jesteśmy przymuszani, by pozbawić nas zdrowego rozsądku. W ostatnim czasie w kilku telewizjach można było obserwować szczególnie intensywne zmagania dwu firm oferujących krople do oczu. Nie mam wątpliwości, że wydają na to krocie. Koszty zapłacą oczywiście nabywcy. Tak to jest zrobione, że robią nam wodę w mózgu za nasze pieniądze.
Oczywiście doskonale rozumiem, że media muszą się uganiać za reklamami. Ale - poza dyskomfortem dla ludzi - rodzi to patologie. Trudno mieć reklamy od rządowych instytucji i zdecydowanie krytykować rząd. Trudno skrytykować jakąś korporację i oczekiwać, że zamieści reklamę. Reklamy godzą więc też w wolność mediów. Czy tak musi być?
Prawie wszędzie tak jest. Ale czy nie można przynajmniej tego szaleństwa powściągnąć? Myślę, że można. Trzeba by zabronić przerywania programów telewizyjnych reklamami. Trzeba na telewizjach wymusić, by wyodrębniły bloki reklamowe i umieszczały je w programach. Trzeba spowodować by np. rządowa agencja mienia wojskowego (także mieszkaniowa) nie zamieszczała w pewnej gazecie całych stron duperelnych ogłoszeń, wydając - ku satysfakcji tej prorządowej gazety - pieniądze podatników. Jak to zrobić ? Nie bardzo wiem, ale z jakichś prób rezygnować nie wolno.