W dokumencie z 25 kwietnia, do którego dotarł "Newsweek", czytamy m. in., że "gdyby którakolwiek z podanych w raporcie informacji nie polegała na prawdzie, oznaczałoby to, że przekazany Komisji materiał został sfałszowany, bądź osoba składająca wyjaśnienia przed komisją skłamała".
Macierewicz dodaje, że osobę pomówioną może zaprosić przed komisję. Pozwoli to na skonfrontowanie sprzecznych źródeł informacji i ewentualne pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które mogły wprowadzić komisję w błąd. Tyle że raport komisji był już opublikowany - zaznacza "Newsweek". Raport zawiera setki nazwisk żołnierzy i współpracowników Wojskowych Służb Informacyjnych, ale też wskazuje osoby cywilne, które zapewniają, że nigdy ze służbami nie współpracowały.