Jak ustaliła prokuratura, oskarżony dzwonił do komisariatów w całej Polsce, przedstawiał się jako policjant i różnymi metodami wyciągał informacje na temat kradzionych pojazdów. Potem w biurze informacji zdobywał numery telefonów do właścicieli, dzwonił i żądał okupu.
Ci, którzy zdecydowali się zapłacić, pieniądze przekazywali pośrednikom. Samochodów oczywiście nie odzyskiwali.
Jacek B przyznał się do winy - chce dobrowolnie poddać się karze, będzie musiał także zwrócić wyłudzone pieniądze.