Rosjanie mówią o pracach powierzchniowych, czyli o badaniach przy użyciu między innymi wykrywaczy metalu. Nie ma natomiast mowy o tym, by przy pomocy ciężkiego sprzętu czy też łopat przekopywać cały obszar, na którym rozrzucone były fragmenty samolotu. Jak dowiedział się nasz korespondent, polscy eksperci podzielą teren katastrofy na kwadraty o powierzchni około 9 metrów kwadratowych i będą próbowali określić, czy coś istotnego dla śledztwa może znajdować się pod wierzchnią warstwą gruntu. Dopiero gdy nabiorą podejrzeń, w ruch pójdą łopaty i rozkopane zostanie to konkretne miejsce. Strona rosyjska ma zapewnić pracowników fizycznych, a w przypadku przymrozków - dmuchawy, które ciepłym powietrzem ogrzeją miejsce pracy archeologów.
Wyjazd polskich ekspertów do Smoleńska zapowiadany był od dawna, ale kilka miesięcy zajęło załatwianie formalności. Teraz plany specjalistów może pokrzyżować pogoda. Eksperci sami podkreślają, że jeśli warunki atmosferyczne nie pozwolą na rozpoczęcie badań terenowych, trzeba będzie przełożyć je na wiosnę. A prognozy są niekorzystne - od jutra w Smoleńsku mają być przymrozki i niewielkie opady deszczu i śniegu.