Nadchodzące wybory parlamentarne, to według Piechocińskiego "ostatni dzwonek dla Jarosława Kaczyńskiego. Albo zostanie on premierem na jesieni, albo nigdy. 12 lat poza strukturami władzy dla tak ambitnej - a ostatnio chorobliwie ambitnej - w parciu na władzę partii, to bardzo dużo" - ocenia prezes PSL.
Dla Piechocińskiego ideałem byłaby wielka koalicja PSL-PiS-PO, "z PSL na czele dla uspokojenia nerwów i przywrócenia rozsądku w polityce".
Rząd z Kukizem byłby rządem polskiego koncertu retro muzyki lat 80. i 90. Nie sądzę, że taki gabinet powstanie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jeżeli pan Kukiz i jego zespół wykażą się zdolnościami organizacyjnymi, zbudują listy, to będą mieli znaczenie w Sejmie. Pan Kukiz wnosi ze sobą element buntu, niechęci do świata partyjnego i dotychczasowego establishmentu. Mam problem ze zdefiniowaniem tych poglądów. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy głosowali na Kukiza, a którzy nie należą do pokolenia 20- i 30-latków, i oni mówili, że musieli w jakiś sposób wyrazić protest. Ale na pytanie: "A co po proteście?", nie umieli odpowiedzieć. Dlatego trudno zdefiniować poglądy pana Kukiza, w jego wypowiedziach jest wiele sprzeczności - twierdzi Piechociński w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
W ujawnionej przez "Do Rzeczy" rozmowie Elżbiety Bieńkowskiej z Pawłem Wojtunikiem ówczesna wicepremier narzeka na wieloletnie zaniedbania w górnictwie. Mówi, że polityka Niemiec, które oficjalnie naciskały na wycofanie się z energii produkowanej z węgla, uderzyła w polski rynek i nie ma dobrego pomysłu, jak z tego wyjść.
(ug)