Według szacunków "Rz" (firma nie ujawnia tych danych) koszty dostarczenia telegramu są niemal dwukrotnie wyższe niż przychody. Trzeba utrzymywać w gotowości ludzi, którzy w każdej chwili mogą go doręczyć - tłumaczy dyrektor PP. Stąd więc podwyżka.
Teraz telegram powinien dotrzeć do odbiorcy w ciągu sześciu - ośmiu godzin. I tu poczta zostawia sobie furtkę, bo - jak deklaruje dyrektor Polakowski - cena drastycznie wzrośnie tylko w przypadku takich właśnie telegramów, z określoną datą dostarczenia. Za telegram, który będzie mógł dotrzeć do adresata w ciągu kilku dni - nie zapłacimy więcej.