Jak ujawnili śledczy, kiedy samolot znajdował się na wysokości ponad 3 tysięcy metrów, piloci zauważyli znaczące oblodzenie szyby i skrzydeł. Zapisy czarnych skrzynek wskazują co prawda, że instalacja antyoblodzeniowa była włączona, nie wiadomo jednak czy była sprawna.
Piloci kontynuowali jednak podchodzenie do lądowania. Na wysokości 600 metrów zmniejszyli obroty silnika, a później wysunęli klapy. W ostatniej chwili próbowali się prawdopodobnie wycofać z tego manewru, ale było już za późno. Samolot rozbił się o budynek mieszkalny.
Zdaniem ekspertów zeznania świadków zdarzenia sugerują, że przyczyną katastrofy mógł być lód, bo samolot spadał w taki sposób, jak gdyby załoga straciła nad nim jakąkolwiek kontrolę. Z potwierdzeniem tej tezy trzeba zaczekać na koniec śledztwa.