A jest do czego wracać. Wybory obnażyły niesprawność państwa - to oczywiste. Pokazały także naszą - obywatelską - niesprawność, jeśli nie umieliśmy zagłosować na ulubiona partię, a tylko na PSL. Pokazały także słabość partii politycznych. Nie policzyłem jeszcze wszystkiego, ale wygląda na to, że wśród wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów, partyjnych nominatów jest najmniej. Może to jest jakiś problem. Może warto go rozwiązać w ten sposób, że w wyborach gminnych zakażemy startowania komitetom partyjnym, a dopuścimy tylko komitety obywatelskie. Wzmocni to aktywność społeczności lokalnych, zmusi partyjnych działaczy o zabieganie o poparcie wśród wyborców, a nie wśród partyjnych przełożonych. Żeby zrobić karierę w polityce nie wystarczy już noszenie teczki za posłem, przewodniczącym itd.
Z drugiej strony to oligarchizacja samorządu. Wójt - tak jak przed pięciuset laty - jest panem życia i pracy swoich obywateli. Rozdaje to po uważaniu, pilnując, aby z beneficjentów tego rozdawnictwa zbudować większość na najbliższe wybory. To może zabierzmy mu te możliwości. Wprowadźmy samorządową służbę cywilną i obowiązek organizowania konkursów na każde stanowisko. Zróbmy audyt zatrudnienia w samorządzie. Wtedy się okaże o co chodzi.
To jeden wybrany problem. Przywołałem go tu dlatego, że najświeższy. Ale przy jego pomocy chcę zilustrować inną kwestię. To tytułowy brak konsekwencji w naszym życiu publicznym. To nieustanne zamiatanie spraw pod dywan (turecki zresztą, bo Kowary już zamknęliśmy, a to były najpiękniejsze dywany w Europie). To poprzestanie na działaniach doraźnych, a nie rozwiązaniach systemowych.
Przykłady. Proszę uprzejmie. Afera podsłuchowa i jej wymiar finansowy. Chłopcy za przyjacielskie bankiety, na których wymieniano się ploteczkami i żarcikami nie najwyższego przy tym lotu, płacili kartami służbowymi z naszych pieniędzy. Czy zmieniono zasady używania tychże kart? Skądże, obywatele zajęli się tym, co kto mówił i który kelner go podsłuchiwał. Wniosków i rozwiązań systemowych brak.
Kolejny. Afera hazardowa (jeśli ktoś jeszcze ją pamięta). W reakcji na nią przyjęto restrykcyjną ustawę, która wyprowadziła hazard (poza państwowymi monopolistami) poza granice naszego kraju. A hazard jest immamentną częścią naszego człowieczeństwa. Toteż obstawiamy rozmaite rozwiązania, na ogół za niezbyt wielkie pieniądze, u zagranicznych buchmacherów, którzy gdzie indziej płacą podatki od wielkich zysków i działają u nas nielegalnie. Jednego z nich reklamuje ulubieniec polskiej publiczności, prezes PZPN. Coś mi tu brzydko pachnie. Niekonsekwencją państwa, oczywiście.
Kolejny. Za chwilę będzie V rocznica tragedii smoleńskiej. Nie kupiliśmy samolotów dla VIP-ów, bo państwo polskie wystraszyło się tabloidów. A już wypadek Millera (zdarzył się równo 10 lat temu), powinien być sygnałem ostrzegawczym. Niestety brakło wyobraźni i prezydent Kaczyński poleciał do Smoleńska starym samolotem. Nie wiem, czy to miało wpływ na katastrofę, ale coś mi tu znowu nieswojo.
Końcowy przykład. Zostańmy już przy Smoleńsku. Było, stało się, nic się nie odwróci. Ale warto zapytać, dlaczego smoleńskich ofiar nie upamiętnia żaden pomnik w centrum Warszawy? Nie byłem sympatykiem tej prezydentury, ale zginął Prezydent mojego kraju w podróży służbowej. To oczywiste. Wystawiamy pomniki kolejarzom, którzy zginęli w wypadku czy ofiarom innych katastrof. Na zakopiance stoi pomnik kilku posłów, którzy zginęli w banalnym wypadku samochodowym, jadąc na spotkanie Komisji Sejmowej. Dlaczego zatem nie ufundować pomnika Prezydentowi, Wicemarszałkom Sejmu, Senatu, licznym posłom itd. I to nie w Smoleńsku, bo to daleko i za granicą. Tu w kraju, w jego stolicy. Jak trzeba, dam stówę , a może dwie na ten cel. To też jest sprawa pewnej konsekwencji w traktowaniu własnego państwa.