Do tej pory przebadano 58 podziemnych urządzeń. Większość w chwili wybuchu była w złym stanie technicznym. Wszystko wskazuje na to, że to w którymś z tych urządzeń powstała iskra, która następnie doprowadziła do eksplozji. Jak mówi Wojciech Magiera- szef komisji - może się okazać, że nigdy nie uda się ustalić, o które konkretnie urządzenie chodzi.
Komisja potwierdza także, że rozmiary katastrofy mogłby być mniejsze, bo w chwili wybuchu pod ziemią pracowało za dużo górników.
Na razie nikt nie wskazuje winnych tych zaniedbań.
Do tej pory komisja przesłuchała ponad 130 osób. Najprawdopdobniej w styczniu specjaliści spotkają się raz jeszcze. Raport komisji ma być gotowy do końca marca.
W tej chwili ściana, w pobliżu której doszło do wypadku, jest całkowicie odcięta od reszty kopalni specjalnymi tamami i wydobycie nigdy nie będzie już tam wznawiane.
Wypadek w kopalni Wujek ruch Śląsk w Rudzie Śląskiej wydarzył się 18 września. W katastrofie zginęło 20 górników, a ponad 30 trafiło do szpitali. Najciężej poparzeni leżeli w szpitalu w Siemianowicach ponad dwa miesiące. Teraz wszyscy przechodzą rehabilitację.