RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Na Moskwę albo na Paryż

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

Lekko spapraliśmy sprawę Ukrainy. To, że Moskwa w decydującym momencie złapie Kijów za gardło, było do przewidzenia. To, że Unia Europejska tego nie przewidziała - zdumiewa. Dobre pytanie, co to znaczy i co robili polscy politycy (między innymi Siwiec, Kowal i inni eurodeputowani bywający regularnie w Kijowie), że unijni decydenci okazali się kompletnie na to nieprzygotowani. To, co dzieje się obecnie na Majdanie, nic nie znaczy. Niecała Ukraina protestuje, a dojeżdżający tam i pięknie przemawiający polscy politycy nie mają - jak się okazuje - żadnych wpływów w swoich frakcjach europejskich, ergo nic dla Ukrainy nie są w stanie zrobić. Mam wrażenie, ze poza Polską, tak naprawdę, nikt nie chce Ukrainy w Unii.

Co to może oznaczać dla naszej przyszłości, dla naszego bezpieczeństwa? Ni mniej, ni więcej tylko to, że rosną wpływy Rosji, że temu skrawkowi Europy zwanemu Unią Europejską wyrasta wielki i być może groźny partner na wschodzie. W naszych gazetach tego nie piszą, ale dyplomacji politycznej, ekonomicznej i militarnej Rosji udaje się stopniowo, krok po kroku, odbudowywać mocarstwową pozycję. Tu Ukraina, a tam w krajach arabskich Rosja podpisuje umowy na dostarczenie uzbrojenia. W Azji ma dobrą pozycję, a pozyskanie współpracy b. republik w Azji Środkowej powoduje, że znowu stanie się Rosja dysponentem korytarzy transportowych do Europy. A teraz wyobraźmy sobie, że po Putinie przychodzi facet, któremu zamarzy się rozszerzenie "przestrzeni życiowej". Postanawia iść na zachód. Która armia mu się oprze? Polskie Siły Zbrojne? Liczące tyle, co parę dywizji rosyjskich i uzbrojone w broń, która ma swoje lata? Ja wiem, że Prezydent RP chce, aby w najbliższych latach wydać 130 mld na unowocześnienie polskiej armii. Ale nawet wtedy będzie to za mało. Bundeshwera - wolne żarty, bez żadnego doświadczenia, starannie unikająca weryfikacji swej przydatności bojowej. Nadzieja - jak w 1939 roku - a armii francuskiej. Powodzenia.

Polemiści powiedzą, że jest art. 5  układu powołującego NATO. Owszem, już widzę te procedury parlamentarne zezwalające na użycie wojsk poza granicami swojego kraju, te debaty z silnym nurtem, że "nie będziemy umierać za Gdańsk". Nawet widzę te noty dyplomatyczne z wypowiedzeniem wojny wręczane ambasadorom rosyjskim, mało skuteczne, bo akurat ambasador pilnie musiał wyjechać poza placówkę.

Szansa - moim zdaniem - to armia europejska, rozlokowana na terytoriach przygranicznych. Ale żeby ona powstała Unia musi przestać być luźnym zlepkiem państw budujących swój mały dobrobyt. Bez rezygnacji z tego, wszak chwalebnego, celu, trzeba nam - a wiem, że sporej części Rodaków to się nie podoba - dalszej integracji politycznej Unii. Trzeba to otwarcie powiedzieć: nie ma wspólnej armii, bez dalszej integracji politycznej i powołania wspólnych, silniejszych niż obecnie, instytucji politycznych.  Nie ma instytucji politycznych bez integracji gospodarczej. Co tam w sprawie euro, Panie Premierze, Panie Prezydencie?

Alternatywą dla tego scenariusza jest przyjęcie Rosji do Unii Europejskiej.

Źródło:  
Tagi: Ukraina
Dalsza część artykułu pod materiałem video: