Na szczęście życie pomaga. Wyciąga za uszy ze znużenia, najczęściej w nieprzewidywalny sposób. To może być informacja o tym, że Polka wygrała konkurs miss świata, albo że ktoś ze znajomych zafundował sobie nowy tatuaż. Co mnie obchodzi kim jest Karolina Bielawska? W dupie mam cudze wydziarane pośladki! Ale dziękuje wam, autorzy tych wpisów, bo rzucacie mnie z powrotem w ramiona wojny. Ostatnie lata udowodniły, że nie wszyscy przeżywają świat tak samo intensywnie. Odpalam więc ukraińskiego Twittera.
Jedno zjawisko jednak nie daje mi spokoju - to nowi sprawiedliwi wśród narodów świata. Licytują się, kto przyjął ilu pod dach i jak bardzo goście są wdzięczni gospodarzom. Ale nie robią tego wprost. Zawsze jest to wplecione w jakiś głębszy wywód. Potrafią pisać. Budują umiejętnie dramaturgię, ale w chwili, w której mogliby zachować ciszę, pokusa bierze górę. Wciąż nie nauczyliśmy się patrzeć na getto w całej jego spopielonej krasie. Owszem, rzucamy worek zimniaków przez mur, ale ukradkiem tęsknimy za karuzelą.
Wybaczcie, jeśli ranię czyjąś wrażliwość. O zrywie Polaków powiedziano już tak wiele, że siłą rzeczy interesują mnie zjawiska marginalne. Bo zmęczony jestem tą wojną. Chcę, żeby rzeczywistość przypominała mi o tym zmęczeniu, że nie mam do niego prawa. Każdy wstrząs jest dobry, pod warunkiem, że odniesie skutek. To mogą być ludzie, którzy zmieniają temat, gdy zaczynam mówić o Ukrainie, albo ci, którzy jeszcze nie zaczęli o niej rozmawiać. Dlatego odmawiam sobie prawa do znużenia. Stamtąd tylko krok do obojętności.
Zdarzają się też radosne chwile - to prawdziwy defibrylator, szczególnie, gdy ludzie powstają z martwych. Jak się okazuje, piwnice teatru w Mariupolu wytrzymały eksplozję bomby. Jeszcze wczoraj była wizja tysiąca ofiar, a dziś, cudem ocaleni wychodzą spod gruzów. Nie wiadomo, ilu przeżyło. Ale jest lepiej, a mogło być znacznie gorzej. To są radości wojny, które jeszcze miesiąc temu mieszkały w starych kronikach i książkach historii. Dlatego przyrzekam, że mnie nie zmęczysz - wojno w Ukrainie. Tylko tyle mogę dla siebie zrobić.