Autorem najbardziej pesymistycznej prognozy jest Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku. Według niego na koniec obecnego roku stopa bezrobocia wyniesie 16,5 proc. (w grudniu 2008 r. była na poziomie 9,5 proc.). Liczba bezrobotnych wzrosłaby wówczas z 1,5 mln do 2,6 mln. Nasz rynek pracy w coraz czarniejszych barwach widzą też analitycy Raiffeisen Banku. Wczoraj podnieśli prognozę z 12 proc. do 14,9 proc. w grudniu 2009 r.
Jeśli sprawdzą się czarne scenariusze kreślone przez analityków, konsekwencje będą fatalne, nie tylko dla samych bezrobotnych, ale całej gospodarki – spadnie konsumpcja, która miała być stabilizatorem naszej gospodarki. Utrata dochodów przez milion osób to też potężne zagrożenie dla banków – mocno wzrośnie liczba niespłacanych kredytów. Rosnące bezrobocie w coraz trudniejszej sytuacji stawia też rząd. Mniejsza ilość zatrudnionych to mniejsze przychody z podatku. Wydatki natomiast rosną.