Zespół, a także piloci (wśród nich mjr Arkadiusz Protasiuk), podnosili też problem braku części zamiennych i serwisowania samolotów. By móc latać, wojskowi technicy musieli "pożyczać" części z przeznaczonych do naprawy maszyn Jak-40 i Tu-154M.
Ograniczenia poskutkowały tym, że nalot treningowy musiał zostać - jak oceniali wojskowi - "drastycznie zmniejszony". Uznano wówczas, że limity mogą negatywnie wpłynąć na bezpieczne wykonywanie zadań.
Problemów związanych z finansami było jednak znacznie więcej. Pułku nie było stać na zakup części zamiennych w wyniku cięć budżetowych, a to w razie awarii powodowało długie przestoje maszyn. Sytuacja była na tyle poważna, że sugerowano, iż brak części zamiennych może spowodować zagrożenie w wykonaniu zadań samolotów Jak-40 i Tu-154M. Co ciekawe, w tej trudnej sytuacji samolot Tu-154M był jednak wymieniany jako stosunkowo najbardziej niezawodny na tle innych maszyn będących w wyposażeniu pułku.
Problem ograniczania środków na zakup części zamiennych nie był nowy. Potwierdza to analiza stanu bezpieczeństwa lotów Sił Powietrznych w 2009 r., zatwierdzona jeszcze przez śp. gen. Andrzeja Błasika. Odnotowane w niej problemy ze starzejącym się sprzętem i częściami zamiennymi (wręcz wskazywano na duże ich braki) oraz postępujący proces starzenia się techniki lotniczej i problemy z realizacją umów serwisowych zostały określone jako problemy ciągnące się za Siłami Powietrznymi od lat.
Piloci wprost uznali, że niewystarczająca ilość sprzętu oraz części zamiennych do zabezpieczenia planowanych zadań lotniczych w jednostkach wytworzyła powszechne zjawisko tzw. kanibalizmu technicznego.
Usprawiedliwiano tego typu działania faktem, że podobnie postępują inne państwa, ale zauważono, że niesie to za sobą zagrożenie większą usterkowością maszyn.
Nasz Dziennik