Tej taktyce nie można odmówić logiki. Rzeczywiście najpoważniejszym instrumentem do zwalczania inflacji i wyższych cen są stopy procentowe, ale przerzucenie odpowiedzialności na NBP może rządzącym nie wystarczyć. Choćby dlatego, że wyborcy całkiem nieźle pamiętają spoty z kampanii przed czterema laty. "W ostatnim roku podrożały: gaz, ziemniaki, marchew, cebula, mąka, kasza, jabłka..." - słyszeliśmy.
Skoro wtedy wzrost cen był argumentem przeciwko rządom PiS, to Platformie niełatwo będzie przekonać, że o ile za tamte podwyżki odpowiadali rządzący, to za dzisiejsze już nie. A życia PO nie ułatwią też dwa fakty. Pierwszy to podwyżka VAT, która - delikatnie mówiąc - nie jest bez znaczenia dla sum, które zostawiamy w sklepach. Po drugie - brak obniżek akcyzy, które mogłyby - choć rzeczywiście nie musiały - obniżyć ceny benzyny - a w ślad za tym i innych artykułów.