Szkolenia z wizerunku dla mężczyzn to też nie jest łatwa sprawa. Ale ja lubię wyzwania. Wychodzę z siebie, żeby mówić ciekawie tylko o przydatnych rzeczach. Faceta nie interesuje to, że skarpetki do sandałów wyglądają źle. Ale już praktyczny wymiar (sandały są po to, żeby nam nie było gorąco, więc po co zakładać skarpety?) jest zdecydowanie bardziej przekonywający. Mężczyźni, z którymi pracuję, znajdują zabawne wymówki dla noszenia za dużych ubrań ("To jest t-shirt dwuosobowy" - powiedział ostatnio pan, a ja prawie umarłam ze śmiechu), bagatelizują znaczenie dobrego wyglądu. Ale po paru godzinach warsztatów ich nastawienie się zmienia. Widzą, że w ubieraniu nie chodzi o próżność i wdzięczenie się do lustra, a o konkretne cele, które ubranie pomaga osiągnąć.
A jak jest na profesjonalnych zakupach z mężczyzną? Wspaniale! Mężczyźni podejmują szybkie decyzje, ufają obiektywnej ocenie. I nie mają problemu z wydawaniem pieniędzy na rzeczy dobre jakościowo, bo wiedzą, że to oszczędza ich czas - im dłużej ubrania wytrzymają, tym dłużej nie trzeba będzie pojawić się w sklepach.
Ale i tak, moim zdaniem, na polskich ulicach jest coraz lepiej. Zdarzają się świetnie ubrani mężczyźni. Coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę z mocy ubrań, ich znaczenia zarówno w stosunkach z kobietami, jak i w pracy. A ci, którzy zdają sobie sprawę z potęgi dobrze skrojonego garnituru... no cóż, drogie Panie, chyba będę głosem nas wszystkich, kiedy powiem: TO ZAWSZE DZIAŁA.