Wersja Leppera do pewnego momentu jest zbieżna z opinią Kaczmarka. Były wicepremier przyznał, że Jarosław Kaczyński musiał mieć ten dokument i dodał, że były premier sugerował mu, aby się zbadał. Według niego lider PiS podsunął mu myśl, aby o kod DNA się postarał. Tu wersje zaczynają się różnić. Sam Kaczmarek miał słyszeć o przehandlowaniu kodu DNA od Romana Giertycha, który miał o tym rozmawiać z Kaczyńskim. Były minister spraw wewnętrznych zasłonił się klauzulą tajności zeznań, ale dodał tajemniczo: Na pewno Jarosławowi Kaczyńskiemu zależało na utrzymaniu kolacji. Wykorzystywał każde możliwe sytuacje, by taką koalicję utrzymać. Z wypowiedzi obu panu widać jasno, że na rzeczy coś jest. Będzie to oceniać komisja, która ma prawo, a nawet obowiązek złożyć zawiadomienie do prokuratury, gdy ktoś odkryje. Posłuchaj relacji reportera RMF FM Romana Osicy:
Po ujawnieniu przez "Gazetę Wyborczą" seksafery prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Lepper początkowo odmawiał poddaniu się badaniom DNA i chciał, aby taki wniosek złożyła sama Krawczyk. Później nagle zmienił zdanie i wręcz zażądał od prokuratury takiego testu. Badania miały potwierdzić lub wykluczyć, czy Lepper jest ojcem najmłodszej córki Anety Krawczyk. W mediach pojawiały się wtedy informacje, że były wicepremier wykonał takie testy na własną rękę. Lepper kategorycznie temu zaprzeczał.