Przed najbardziej znanym w stolicy sklepem propagandowym przy ul. Okopowej ustawiają się kolejki. W związku z tym flagi do swojego asortymentu zdecydowała się wprowadzić także właścicielka sąsiedniej pasmanterii.
Słychać przykre słowa, a w oczy rzucają się coraz większe tablice z napisem „flagi”. - Nie można mówić o szacunku do flagi, która ma niewłaściwe proporcje, która jest z najtańszego nylonu, jaki tylko można kupić, a nie z poliestru flagowego - mówi sprzedawczyni ze sklepu przy Okopowej. Właścicielka pasmanterii uważa natomiast, że zarzuty słyszy, bo „odważyła się wejść na zajęte przez sklep podwórko”.