Oczywiście, wiem: wielkim klasykiem gatunku jest "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", ale dla mnie najlepszym (bo niesztampowym) przykładem tzw. teacher movie (czyli filmów z nauczycielem w roli głównej) jest właśnie opisywany wyżej "U niej w domu" Francoisa Ozona. Był u nas wyświetlany u progu lata, ale jakoś przemknął po cichutku, chyłkiem, a szkoda. Bo to kino błyskotliwe, inteligentne i zabawne. A Fabrice Luchini w roli nauczyciela i magnetyczny Ernst Umhauer w roli ucznia - pyszni. Przed końcem roku powinno wyjść DVD, więc kto nie widział, zachęcam.
Kolejne miejsca na mojej liście Filmów Nauczycielskich to : "Pan od muzyki" z miluchnym Gerardem Jugnot, "Uśmiech Mony Lizy" z Julią Roberts, "Młodzi gniewni" z Michelle Pfeiffer oraz "Dzień świra" z Markiem Kondratem w roli Adasia Miauczyńskiego - depozytariusza wszystkich nauczycielskich frustracji. Na deser - koniecznie dokument "Być i mieć" Nicolasa Philiberta, który pięknie filmuje mechanizmy tak wspaniałego przecież ludzkiego zajęcia, jakim jest zdobywanie wiedzy.
***
Kiedy tylko mam okazję rozmawiać z aktorką lub aktorem uczącym w akademii teatralnej czy szkole filmowej, pytam go o nauczycielskie patenty. Dwie rozmowy utkwiły mi w pamięci.
Pewien znany polski aktor, który nie bardzo chciał się przyznać do tego, że naucza ("byłem w akademii zaledwie asystentem instruktura fechtunku") zdradził mi jednak swoją zasadę: nie przymilać się do uczniów.
Z kolei Dorota Kolak (tak fenomenalna teraz w filmie "Chce się żyć" Macieja Pieprzycy) powiedziała mi w wywiadzie dla TS: "Kiedyś byłam dla studentów surowa, a dziś zużywam... całe wiadra marchewki. Bo aktor, żeby grać, musi być "odluzowany". Nie może być w strachu, stresie, zawstydzeniu i gnojeniu. Odebranie mu wiary w siebie powoduje, że go nie ma".
Nie przymilać się, ale jednocześnie tę marchewkę wiadrami... - to chyba dobry przepis na nauczycielska robotę.
PS. Co by się nie działo i czego by nie napisano, książkowym klasykiem w temacie nauczycielskim jest wciąż dla mnie "Sposób na Alcybiadesa". Koncepcja Wielkiego Asocjacyjnego Bluffu, sposoby na "ciało gogiczne", poezje Wątłusza ("Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo, słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży") - mistrzostwo! Nastrój tej książki trzymam czule w pamięci do dziś. Panie Edmundzie, dziękuję...
A wszystkich gogów serdecznie pozdrawiam!