RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Filmowy sposób na goga

Aktualizacja: Wtorek, 1 lipca (07:00)

"Wszedłem i poczułem zapach kobiety z klasy średniej" - pisze w wypracowaniu uczeń o imieniu Claude. Nauczyciel, Germain, wciąga się w te opowieści, zwłaszcza, że w klasie literacka posucha i reszta uczniów osiąga wyżyny możliwości pisząc zdania typu: "w niedzielę oglądałem telewizję i jadłem pizzę". Claude coraz bardziej niepokojąco podgląda życie rodziny kolegi, profesorowi coraz trudniej ukrywać, że jest tą twórczością zahipnotyzowany.

Oczywiście, wiem: wielkim klasykiem gatunku jest "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", ale dla mnie najlepszym (bo niesztampowym) przykładem tzw. teacher movie (czyli filmów z nauczycielem w roli głównej) jest właśnie opisywany wyżej "U niej w domu" Francoisa Ozona. Był u nas wyświetlany u progu lata, ale jakoś przemknął po cichutku, chyłkiem, a szkoda. Bo to kino błyskotliwe, inteligentne i zabawne. A Fabrice Luchini w roli nauczyciela i magnetyczny Ernst Umhauer w roli ucznia - pyszni. Przed końcem roku powinno wyjść DVD, więc kto nie widział, zachęcam. 

Kolejne miejsca na mojej liście Filmów Nauczycielskich to : "Pan od muzyki" z miluchnym Gerardem Jugnot, "Uśmiech Mony Lizy" z Julią Roberts, "Młodzi gniewni" z Michelle Pfeiffer oraz  "Dzień świra"  z Markiem Kondratem w roli Adasia Miauczyńskiego - depozytariusza wszystkich nauczycielskich frustracji. Na deser - koniecznie dokument "Być i mieć" Nicolasa Philiberta, który pięknie filmuje mechanizmy tak wspaniałego przecież ludzkiego zajęcia, jakim jest zdobywanie wiedzy.  

 ***

Kiedy tylko mam okazję rozmawiać z aktorką lub aktorem uczącym w akademii teatralnej czy szkole filmowej, pytam go o nauczycielskie patenty.  Dwie rozmowy utkwiły mi w pamięci.

Pewien znany polski aktor, który nie bardzo chciał się przyznać do tego, że naucza ("byłem w akademii zaledwie asystentem instruktura fechtunku")  zdradził mi jednak swoją zasadę: nie przymilać się do uczniów. 

Z kolei Dorota Kolak (tak fenomenalna teraz w filmie "Chce się żyć" Macieja Pieprzycy) powiedziała mi w wywiadzie dla TS:  "Kiedyś byłam dla studentów surowa, a dziś zużywam... całe wiadra marchewki. Bo aktor, żeby grać, musi być "odluzowany". Nie może być w strachu, stresie, zawstydzeniu i gnojeniu. Odebranie mu wiary w siebie powoduje, że go nie ma".

Nie przymilać się, ale jednocześnie tę marchewkę wiadrami... - to chyba dobry przepis na nauczycielska robotę. 

PS. Co by się nie działo i czego by nie napisano, książkowym klasykiem w temacie nauczycielskim jest wciąż dla mnie "Sposób na Alcybiadesa". Koncepcja Wielkiego Asocjacyjnego Bluffu, sposoby na "ciało gogiczne", poezje Wątłusza ("Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo, słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży") - mistrzostwo! Nastrój tej książki trzymam czule w pamięci do dziś. Panie Edmundzie, dziękuję...

A wszystkich gogów serdecznie pozdrawiam! 

Źródło:  
Tagi: film
Dalsza część artykułu pod materiałem video: