Aby jednak Władimir Putin powstrzymał swoje wojenne zapędy potrzeba międzynarodowej jedności, konsekwencji i działania. Tymczasem Stary Kontynent wciąż tylko grozi. Rosyjska giełda już odczuła skutki wojennych gierek Putina. Sankcje Stanów Zjednoczonych pogłębią spadki. Ale potrzeba reakcji europejskich przywódców, którzy dotąd oglądali się na Baracka Obamę.
Skoro amerykański przywódca uczynił pierwszy krok pora i na drugi - europejski. Koniec z groźbami, bo te od kilku dni pozostawały bez echa. Putin grał na nosie świata i czuł się zupełnie bezkarnie. Decyzja amerykańskiego prezydenta to koniec procesu ocieplania stosunków między Moskwą a Waszyngtonem. Obama chciał poprawy relacji, ale Putin konsekwentnie to wykorzystywał. I w przypadku Syrii, i w przypadku Snowdena. Wypadałoby, aby Europa przestała chować się za plecami Ameryki i pokazała, że też potrafi być partnerem w działaniu, kiedy świat stoi u progu konfliktu, prowokowanego przez szalonego człowieka z rozdętym wielkomocarstwowym ego.