RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Dziecinada

Niedziela, 1 marca (15:18)

Znów jest śmiesznie. Podobno minister Sienkiewicz - szukając winnych podsłuchów w jednej z warszawskich knajp - podejrzewał o to szefów kilku polskich służb specjalnych. Nota bene, swoich podwładnych. Podobno wykorzystał do tego policjantów z CBŚ i Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Podobno wyłudzono zgodę sądu na inwigilację nie ujawniając przed nim o kogo chodzi. Podobno, podobno...

Nie wiem jak było naprawdę. Wiem, że po raz kolejny jest śmiesznie. Przypuszczam, że skończy się na niczym. Prokuratura  - bo jest bez wyjścia - wszczęła śledztwo i dyskretnie, jak to u nas, je umorzy. Opozycja trochę pohałasuje, ale wniosek o utworzenie Komisji Śledczej koalicja rządząca uwali. Pojawi się kolejna "matka Madzi", ludzie, dziennikarze i politycy rzucą się na świeże mięso. Za kilka dni nikt już nie będzie pamiętał - z wyjątkiem paru służb zagranicznych - o tym wydarzeniu. 

Ale incydent ten zmuszą do refleksji nieco szerszej niż personalia. Miałbym tu trzy uwagi, jak mi się wydaje, przydatne na przyszłość.

Pierwsza - w 2011 roku Donald Tusk zdecydował  się na odtworzenie ministerstwa gen. Kiszczaka. Skupił w jednym resorcie (w ręku jego ministra) nadzór nad wszystkimi służbami jawnymi i tajnymi. Dał jednemu człowiekowi niebywałą władzę i doszło do tego, że powstało państwo w państwie: minister dowodził służbami i zarazem je kontrolował. Tego we współczesnym świecie demokratycznym już się nie praktykuje. Protestowałem już wtedy przeciw temu zamysłowi. To było wbrew logice demokratycznego państwa, w którym odpowiedzialność za bezpieczeństwo i nadzór nad służbami nigdy nie jest powierzana jednemu człowiekowi.

Tym bardziej - i to jest druga uwaga - jeśli człowiek ten był funkcjonariuszem służb specjalnych.  Z całym szacunkiem dla Pana Ministra Sienkiewicza i jego inteligencji, ale nigdy i nigdzie były funkcjonariusz nie  nadzoruje  formacji, w których służył. Jest wtedy pewien kłopot: czy minister reprezentuje w kontaktach ze służbami państwo i jego obywateli, czy przeciwnie - reprezentuje interesy służb wobec państwa i jego obywateli. 

Mam nadzieję, że Minister Sienkiewicz przyjął pierwszy wariant, ale czy jego podwładni o tym wiedzieli? Dodatkowo, Pan Minister zapowiedział głęboką reformę służb. Ale nie powiedział o co Mu chodzi, więc funkcjonariusze poczuli się zaniepokojeni. To zachęcało do nielojalności wobec ministra. Być może tam tkwią źródła "afery podsłuchowej". Nie wykluczam tej interpretacji.

Wreszcie, wydaje mi się, że incydent ten wymaga reakcji sądowej. Jeśli rzeczywiście policjanci wyłudzili od sądu zgodę na podsłuchy udając, że nie wiedzą o kogo chodzi, to jest przestępstwo. I nie jest tak, że dowody w tej sprawie nie istnieją. W archiwum sądowym są stosowne kwity i ich kopie w Komendzie Głównej Policji, żyje sędzia, który wydawał zgodę, są dokumenty niezbędne do prowadzenia tej operacji, są ślady u operatorów telefonii komórkowych. Operacja obserwacji była także jakoś dokumentowana. Jest dość materiału, aby wyjaśnić ją do spodu. Jeśli tak się stanie będę sypiał spokojniej, bo wiedziałbym, że praworządność w Polsce nie jest pustym pojęciem. 

Źródło: RMF24
Dalsza część artykułu pod materiałem video: