Pierwsza - zainspirowana, jak zwykle bardzo celnym artykułem z bloga Aleksandra Ściosa dotyczy zagadkowej bierności prezydenta wobec złowrogiej spuścizny po Bronisławie Komorowskim. Mój tweet tak to skrótowo ocenił: Czy PAD to gwarant nowej "finlandyzacji"? Czego się boi? Samej Rosji? Ciosu długiego ramienia Moskwy? Sierpa i haka?
Rzecz w tym, jak czytamy w blogu bezdekretu.com, że ludzie Andrzeja Dudy, z naciskiem na obecnego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, kontynuują linię Komorowskiego i jego otoczenia wywodzącego się z fatalnej dla Polski "wojskówki".
Ścios pisze wprost: Nigdy nie było "bilansu otwarcia", nie sporządzono audytu bezpieczeństwa państwa, zaś w samym BBN zakonserwowano (również personalny) stan posiadania, odziedziczony po poprzedniku. Widniejąca na stronie BBN i obowiązująca Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP została sporządzona w roku 2014 i jest wynikiem tzw. Strategicznego Przeglądu Bezpieczeństwa Narodowego (SPBN), zarządzonego w roku 2010 przez byłego lokatora Belwederu. Koncepcje powstałe w ramach SPBN (nad którym m.in. pracowali tacy "eksperci" jak Andrzej Karkoszka, Krzysztof Janik, Adam Rotfeld, Dariusz Rosati, Marek Siwiec czy Zdzisław Lachowski) mimo rażącej ogólnikowości i pseudonaukowego żargonu, zawierały fundamentalną myśl: współpraca z państwem Putina ma być gwarantem naszego bezpieczeństwa i stabilności. Była to teza kompromitująca - nie tylko w wymiarze politycznym i militarnym, ale naukowym i kompetencyjnym.
To dlatego pozwoliłem sobie w moim tweecie na, być może przesadzone, pytania o nową "finlandyzację" Polski. Przypomnę, co znaczy dokładnie to stare pojęcie. Jak czytamy w Wikipedii: Finlandyzacja (fiń. Suomettuminen) to ograniczenie przez obce mocarstwo swobody polityki zagranicznej innego państwa w zamian za brak interwencji w politykę wewnętrzną. Termin ten został wymyślony przez niemieckiego dziennikarza jako opis relacji Związku Radzieckiego i Finlandii w czasie zimnej wojny. Twórcą i realizatorem tej polityki był fiński prezydent Urho Kekkonen. Czy nasz kraj pod wodzą prezydenta Andrzeja Dudy prowadzi nadal niesuwerenną politykę wobec Putinowskiego regionalnego imperium? Czy aktywa Putina są tak duże w naszym kraju, że ośrodek prezydencki wciąż musi je brać pod uwagę w swoich strategicznych kalkulacjach, a może nawet musi zawierać z nimi jakiś kompromis, żeby w ogóle móc sprawować tę ograniczoną władzę? To z tego powodu postawiłem publicznie, być może insynuacyjne, chciałbym tego bardzo - pytanie o strach przed Rosją oraz niedobitą wciąż formacją Wojskowych Służb Informacyjnych, która mimo jej rozbicia przez ministra Antoniego Macierewicza, ciągle wywiera wpływ na politykę i nie tylko. Czy "długie ramię Moskwy" nadal trzyma w garści głównych naszych polityków oraz ogranicza im ruchy?
Buta ludzi w brązowych butach jest niewiarygodna. Ci sami cywile i wojskowi, którzy wpisywali Putinowską Rosję do polskiej strategii obronnej i czynili z moskiewskiej satrapii gwaranta naszego bezpieczeństwa, wykazują się co i raz szaloną troską o kondycję polskiej armii. Ostatnio do mediów głównego nurtu rozesłali kolejny list- apel do prezydenta i pani premier. Tak o tej epistole do Dudy i Szydło donosi TVN: Od czterech miesięcy polska armia nie ma wyznaczonej osoby, która w czasie wojny objęłaby funkcję Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych - alarmuje były szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, generał Stanisław Koziej. Pisze do prezydenta i do premier, bo uważa to za groźne dla bezpieczeństwa kraju. Tym bardziej, jeśli ten stan się przeciągnie. Jest dla mnie oczywiste, że to kolejny element czarnego pijaru przeciwko ministrowi obrony Antoniemu Macierewiczowi. Bardzo uwiera tych panów w ich w brudnych brązowych butach ten gwóźdź wbijany im przez szefa MON. Boją się, że to może być ich gwóźdź do trumny. Zobaczymy, jak się będzie dalej rozgrywała intryga przeciwko ministrowi-patriocie.
Powróćmy jednak do prezydenta Dudy i moich "twitterianów". Drugi mój - z konieczności lakoniczny- wpis na mikroblogu brzmiał: Na melodię grupy Turbo: 'Resortowe dzieci mają żal.' Oto prezydent z PiS wali w klatkę z (czerwonymi) małpami.
To komentarz do zaskakująco licznych i niespodziewanie gwałtownych reakcji na taką oto, oczywistą dla mnie wypowiedź Dudy. Miejmy tego świadomość, że dzisiaj dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej zajmują wiele eksponowanych stanowisk - powiedział prezydent w niedzielnym wywiadzie dla TVP Historia. Jestem przekonany, że to element przemyślanej strategii, gestu pod adresem twardego, antykomunistycznego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Jednak, nawet jeśli mam świadomość, że to marketing polityczny, biję brawo. Mam jednak apel: Panie prezydencie, mniej haseł, więcej działań, mniej bicia sękatymi słowami-kijami w klatkę z czerwonymi małpami, a więcej starań, by tych klatek było więcej. Polskę, która pod tymi rządami rozwija swoją gospodarkę, skutecznie walczy z bezrobociem, świetnie radzi sobie z mafią podatkową, potrafi oszczędzić budżetowe pieniądze na pomoc dla najbiedniejszych i skuteczną poprawę dzietności, słowem, moją Ojczyznę, którą chciałbym zobaczyć w przewidywalnym czasie sytą i bezpieczną, nie stać na dłuższe dokarmianie pasożytniczych grup interesów, często wywodzących się z komunistycznych klanów zaprowadzających w Polsce bolszewizm. Przecież prezydencki doradca społeczny profesor Andrzej Zybertowicz dawno zdefiniował problem ARGI, czyli Antyrozwojowych Grup Interesów.
Pora teraz po tych diagnozach wprowadzać remedia. A należało by zacząć od siebie. Panie Prezydencie! Trawestując Aleksandra Ściosa: mniej generała Kozieja, a generalnie więcej ś.p. prezydenta Kaczyńskiego! A że "dorosłe dzieci mają żal"? Cóż z tego, że resortowa progenitura podnosi żurawi klangor w prasie, radiu, telewizji i mediach społecznościowych? To jedyny płacz człowieka, który mnie nie wzrusza.
(łł)