Czuję się uhonorowany, że przewodniczący Rady Europejskiej (obecnie premier Czech) zapytał mnie dziś, czy może zaproponować moje nazwisko na drugi mandat, tak by rozpocząć konsultacje przed szczytem europejskim. Zgodziłem się - przyznał w rozmowie z dziennikarzami, po spotkaniu w Brukseli z szefem czeskiego rządu Janem Fischerem.
Barroso poinformował natomiast, że przedstawi rządom państw członkowskich oraz Parlamentowi Europejskiemu ambitny program dla Europy na najbliższe pięć lat. I dopiero, gdy oceni, że jest on zbieżny z ich ambicjami, podejmie ostateczną decyzję.
Wierzę, że w czasach kryzysu potrzebujemy silnej KE i silnej UE. Potrzebujemy ambicji i europejskiego zobowiązania - powiedział Barroso. Opowiedział się za socjalną gospodarką rynkową, której istotą są stabilność i solidarność, która tworzy więcej miejsc pracy i która stawia na wzrost gospodarczy - bardziej inteligentny i zielony, tak by udzielić decydującej odpowiedzi na zmiany klimatyczne.
Barroso może być niemal pewny swej reelekcji. Zakończone w niedzielę wybory do PE wygrały partie prawicowe i centroprawicowe, skupione w największej, chadeckiej frakcji Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Partia już na ostatnim kongresie w Warszawie oficjalnie poinformowała, że chce, by przewodniczącym nowej Komisji Europejskiej pozostał właśnie Barroso.
Chadecy oficjalnie podtrzymali swe poparcie dla Barroso w poniedziałek, o czym zapewnił zarówno szef EPP Wilfried Martens, jak i przewodniczący frakcji EPP w Parlamencie Europejskim Jospeh Daul. Domagamy się głosowania w sprawie Barroso już 15 lipca (na pierwszej sesji PE) - powiedział Martens, apelując do unijnych przywódców, by już na szczycie 18-19 czerwca w Brukseli oficjalnie nominowali nowego szefa KE.
Jak dotąd, swego kandydata na szefa KE nie zgłosili europejscy socjaliści. Lider Zielonych w PE Daniel Cohn-Bendit wezwał jednak w poniedziałek socjalistów, liberałów i lewicę do zbudowania koalicji przeciwko Barroso i popierającej go chadecji. Zgodnie bowiem z Traktatem z Nicei zarówno przewodniczący KE, jak i komisarze - choć są wybierani przez rządy państw UE - muszą uzyskać aprobatę większości eurodeputowanych.
Łącznie wymienione przez Cohn-Bendita partie, nawet gdyby się porozumiały, i tak nie mają jednak większości w liczącym 736 miejsc PE. Socjaliści mają otrzymać 162 mandaty, liberałowie 80, a różne partie lewicowe i komuniści 33. A więc łącznie z Zielonymi - maksymalnie 328.
Równocześnie jednak same głosy chadecji, nawet biorąc pod uwagę jej zwycięstwo w wyborach, nie wystarczą, by Portugalczyk pozostał na czele KE. Dlatego chadecy z EPP będą musieli szukać porozumienia z innymi. Liczą przede wszystkim na liberałów. Głosowanie dotyczące zaprzysiężenia przewodniczącego i komisarzy jest tajne.